HTS :: O nas ... :: News :: The Himalaya Master :: Biblioteka :: Uniwersytet Himalaya :: Galeria
Multimedia :: Podcast :: Złoty Brzask :: Warsztaty :: Zajęcia cykliczne :: Kalendarz Ezoteryczny
Prezenty dla sponsorów :: Tablica Ogłoszeń :: Linki :: Kontakt :: Wpłać dotację :: Mapa Strony
» HTS » Biblioteka » Czy tylko raz żyjemy na Ziemi » 4. Proces reinkarnacji

Follow us on:
UNIWERSYTET HIMALAYA
NAUKI MISTRZÓW
Ezoteryczny Uniwersytet
Duchowy HIMALAYA
Zapraszamy wszystkich chętnych do podjęcia duchowych studiów korespondencyjnych.
Po zarejestrowaniu będziesz otrzymywać dwa razy w tygodniu Duchowe Orędzie Himalajskich Mistrzów w postaci lekcji i wykładów.
Liczba studentów: 878
Zarejestruj się
Biblioteka Wiedzy Ezoterycznej - katalog
SATSANG on WEB
Himalaya Master - odpowiedzi na pytania Uczniów, Studentów
Zbiory nauk duchowych:
Sûtry: HRIDAYA (Apokryfy)
Udâny: PMH
Ćakramy
Tajemna Wiedza o Ćakramach - ośrodkach świadomości i duchowych mocy!
Jogasutra
Księga Jogi - Ryszi Patańdźali. Komentarze
Gematria
Mistyczna Numerologia
Kosmogram Gematryczny
Listy od Mistrza
Duchowe nauki i rady zawarte w listach od Himalaya Master do Uczniów
Gâthâ
Nauki wierszem, poematy i powiedzenia metryczne
Słownik
Himalaya Wiki
 
 


KSIĄŻKI, SKRYPTY, CD
PREZENTY DLA SPONSORÓW
Nowości:
Devanagari
praca zbiorowa
blok do ćwiczeń
kaligrafii sanskrytu
Czohanija 2008
Himalaya Tirtha Sangha
Pieśni duchowe, bhadżany, hymny wedyjskie, mantramy nagrane podczas Festiwalu Czohanija 2008.
Sukha Sutra
The Himalaya Master
Płyta CD, 42 afirmacje piosenki, które pomagają rozwinąć cechy bogactwa duchowego i materialnego.
Przekazy Mistrza Himalaya TOM 2
Himalaya Master
Perły Duchowej Wiedzy. Kolejne odpowiedzi na nurtujące pytania, porady i wskazóowki. Autor prostuje wiele zagmatwanych zagadnień z dziedziny Rozwoju Ducha, Jogi, Medytacji, Religii, Mistyki.
Aktualna lista prezentów
 
 
Licznik odwiedzin: 5365854
Ostatnia aktualizacja strony:
16-06-2017, 00:18
Wstęp
1. Niepokój ludzkości
2. Co to jest reinkarnacja
3. Cel reinkarnacji
4. Proces reinkarnacji
5. Dowody reinkarnacji
6. Dowody reinkarnacji - pamięć minionych wcieleń
7. Nadzieja ludzkości




Wedle tego, co było wyżej naszkicowane jasne jest, że cykl reinkarnacyjny nie rozpoczyna się od narodzin niemowlęcia na fizycznym planie, a od wypromieniowania przez duszę ze swej sfery woli do powrotu w doświadczenia ziemskie – po przyswojeniu sobie wszystkiego, co się dało z poprzedniego ziemskiego istnienia – (owa wola życia w świecie przejawionym, zwie się w Buddhyzmie Tanha) ona to działając w materii trzech niższych sfer, przyciąga tyle i taką tej sfery materię, jaka odpowiada rytmowi wibracyjnemu jej własnego życia i skutkom (w danej sferze) poprzedniego w niej żywota na ziemi. Czyli nowo budujące się ciała mentalne i astralne odpowiadają dokładnie stopniowi rozwoju, jaki te przewodniki osiągnęły w ostatnim życiu na ziemi. Gdy te dwa narzędzia duszy wyraźnie się zarysowują, następuje skierowanie się jej ku sferze fizycznej, gdzie ma się dla niej przygotować fizyczne ciało.
 
Tylko na bardzo wysokim stopniu rozwoju dusza może sama decydować w jakim narodzie, religii, rodzinie najlepiej wyrazi się jej Karmą, czyli wielorakie skutki poprzednich żywotów, gdyż wymaga to znajomości wszystkich jej poprzednich wcieleń i niezmiernie dokładnego wyboru i doboru takich czynników, które w przygotowującym się życiu mogą się dopełnić; takiego zrównoważenia „dobrych” i „złych” skutków, czyli nie tylko niosących cierpienie lub radość i pomagających lub przeszkadzających w dalszym rozwoju i pochodzie duszy ku doskonałości, ale które byłyby najodpowiedniejsze. Zazwyczaj cały ten nieskończenie złożony dobór jest dokonywany przez wielkie duchowe Istoty, możemy je nazwać Aniołami w braku innego imienia; których specjalnym zadaniem w kosmicznym procesie ewolucyjnym jest dobierania z sumy skutków, jakie dana istota w przeciągu swych licznych żywotów – myślą, czuciem i czynem – stworzyła, takich, aby jej były najbardziej w danej drodze pomocne. Suma cierpienia – choćby było „zasłużone”, (a nie zasłużone nie bywa nigdy) nie może być zbyt duża, bo by to zgnębiło i przytłoczyło człowieka; bodźce ku rozwojowi muszą być najumiejętniej wybrane, długi do spłacenia wobec innych ludzi najściślej określone; a to wszystko wymaga nieskończenie większej mądrości i dalekowidztwa, niż nawet wysoko stojący dziś ludzie mogliby posiadać. Jest to więc zadanie „wyspecjalizowanych” w tej pracy we wszechświecie Aniołów.
 
Dusza ze swej górnej sfery wywiera wyraźny wpływ na kształtowanie się, jakby w szkicu, swego mentalnego i astralnego przewodnika, poprzez tzw. „atomy permanentne” czyli „stałe”, które sobie była od samego początku swej ewolucji jako duszy ludzkiej „uchwyciła”, i które przez niezmiernie długi okres jej ludzkiej wędrówki, aż w nadczłowieczeństwo, niezmiennie jej służą. Połączone z nią jakby linijką świetlistą subtelnej materii, wibrują w rytm przez duszę im nadany – oczywiście inny zależnie od stopnia jej rozwoju – i przyciągają podobne sobie w rytmie cząsteczki, tak mentalnego, jak i astralnego świata. Podobnie Dusza „trzyma” i atom podstawowy fizyczny, zawierający w stanie potencjalnym – jak ziarno – rezultaty poprzedniego życia na ziemi. Gdy przy pomocy Aniołów kierowniczych, inaczej zwanych Aniołami czy Dewami Karmy, uwaga duszy zwraca się ku przeznaczonym rodzicom fizycznego ciała, które jej ma w rozpoczynającym się życiu służyć, i atom fizyczny – należący do eterycznej materii fizycznego planu – jest pobudzony do aktywności, poczyna wibrować i przyciąga strumienie lotnej materii eterycznej, która układa się w pewien kształt i staje się, jakby modelem czy wzorem, wedle którego, a właściwie w obrębie którego, ciało fizyczne będzie się budowało w łonie matki, kiedy fizyczny atom permanentny przenika w jej łono; czasem od strony ojca, czasem od strony matki, co o ile się badaczom udało stwierdzić, zależy od tego, z którym z rodziców dusza rządząca tym atomem ma silniejszy związek.
 
Można stwierdzić na podstawie badań jasnowidzeniem – a wszystkie podawane tu szczegóły pochodzą z twierdzeń wielu badaczy tą metodą, starannie sprawdzonych przez innych* (Patrz książki: G. Hodeona: „Cud Narodzin” i „Królestwo Bogów”) - że chwila poczęcia jest początkiem inkarnacji, a nie dopiero urodzenie „gotowego” organizmu; już zygot wraz z atomem permanentnym, wydają „dźwięk”, czyli wibrację, która jest niejako podstawą do tworzenia się zarówno ciała eterycznego, jak wbudowanego weń fizycznego embrionu. Niezmiernie ciekawe badania wykazują, jak wielką rolę w tym okresie odgrywają tzw. „duchy przyrody”, inaczej zwane „budowniczymi form”, są to „młodsze” hierarchie anielskie; z największą starannością kierują każdą fazą tworzenia się embrionu w łonie matki.
 
Drugim już wyraźnie zaznaczającym się wpływem jest prąd płynący od duszy, która jakby snopem promieni białego światła jest połączona, zarówno z kształtującym się powoli mentalnym i astralnym ciałem, jak i z sercem tworzącego się w łonie matki fizycznego organizmu. Ten snop promieni w chwili zapłodnienia spływa od duszy w nasienie, ożywiając je swymi energiami ku dalszemu rozwojowi. Energie te rozpoczynają swe działanie od chwili połączenia się pozytywnych i negatywnych, męskich i żeńskich energij nasienia i jaja.
 
Trzecim czynnikiem oddziaływującym silnie na kształtujący się organizm fizyczny, a nawet astralny, są myśli i uczucia oraz rodzaj życia matki. Ta prawda była dobrze znana w starożytności; w Grecji np. umyślnie otaczano kobietę w ciąży najpiękniejszą przyrodą, najładniejszymi przedmiotami, dbano o harmonię i spokój w jej środowisku, opowiadano historie o wielkości bohaterów i starano się natchnąć jej myśli marzeniami, że jej dziecko będzie także dzielnym i wspaniale pięknym człowiekiem; czyli dbano o kształtowanie wedle wzorów ludzkiego piękna, dziecię od samego poczęcia. W Indii starożytnej tradycja nakazywała rytuały błogosławiące przyszłą matkę na początku dojrzałości dziewczęcia; a potem dwa obrzędy podczas ciąży, mające dopomagać zarówno w kształtowaniu się zarówno fizycznego organizmu, jak i najściślejszego połączenia z nim duszy, która już od poczęcia wchodzi w kontakt z matką, jak i z przyszłym swoim fizycznym narzędziem* (Znane są fakty, iż wyjątkowo burzliwe i nieharmonijne życie matki w tym okresie, a jeszcze bardziej jej niechęć lub nienawiść do męża, mogą nadwątlić ten związek, co ma fatalne dla człowieka skutki.) Nasza mądrość ludowa zdaje się także tą tradycję przechowywała, bo znane jest powiedzenie, iż dziecko będzie podobne do tego, o kim matka najsilniej podczas ciąży myśli.
 
Na nieszczęście narody współczesne całkowicie zatraciły te tradycje, toteż mamy we wszystkich krajach niebywałą ilość moralnej i fizycznej brzydoty. Dopiero w ostatnich dziesiątkach lat poprzez sport, powstał pewien kult fizycznego piękna; a z drugiej strony rozpowszechniające się badania okultystyczne zwracają uwagę coraz szerszych warstw kulturalnych społeczeństw, na niezmierną doniosłość okresu ciąży dla przyszłości nowego człowieka, który ma wkrótce ujrzeć światło dzienne; tak dalece, iż najciekawsze teorie pedagogiczne mówią dziś, iż wychowanie zaczyna się nie od urodzenia, a od poczęcia dziecka; mając na myśli te same zasady, które stosowała starożytność tj. konieczność działania odpowiednim otoczeniem, harmonią i pięknem na matkę, jeśli się chce, aby dziecko było zdrowe, ładne, dobrze zbudowane i możliwie najlepszego charakteru. Bo choć jego natura emocjonalna, działająca w ciele astralnym, będzie przede wszystkim wyrazem jego własnej wzruszeniowej przeszłości, jednak tak przed urodzeniem, jak podczas pierwszych lat życia, pewne w niej cechy mogą obudzić się wcześniej lub później; jeśli dobre i szlachetne budzą się wcześniej, o wiele łatwiej jest potem opanowywać i kierować gorszymi, i odwrotnie; toteż mają po stokroć rację pedagogowie, którzy twierdzą, że właśnie pierwsze lata są dla nowego człowieka znacznie ważniejsze, aniżeli szkolne i następne. Nie można dość silnie podkreślić, że przynajmniej inteligentne rodziny powinny zainteresować się tymi nowymi pojęciami, zarówno w przed urodzeniowym okresie, jak i pierwszych latach, a nawet miesiącach życia dziecka; i jeśli im chodzi o dobro swego społeczeństwa i narodu, powinny – o ile to w naszych trudnych ekonomicznie czasach jest możliwe – stosować te zasady z największą starannością, dbając o dobro i całe życie swego dziecka, które wszak niemal wszyscy rodzice kochają. Należałoby dawać młodym dziewczętom – kandydatką na matki – zawczasu pouczenia jak bardzo ich myśli i uczucia będą podczas ciąży wpływać na rozwój przyszłego człowieka.
 
Pierwsze lata dziecka, jak już zaznaczyliśmy można uważać za najważniejsze dla dalszego rozwoju i niemal całej inkarnacji; dowiedli tego dostatecznie tzw. psychoanalitycy (Freud, Adler, Jung itd.) wykazując, iż wrażenia otrzymane w dzieciństwie pozostawiają w psychice niezatarte na całe życie ślady; stając się, jakże często, ukrytymi przyczynami spaczeń, urazów, deformacji i obciążeń, nie łatwo dających się wykryć, a tym bardziej usunąć. Psychologia okultystyczna daje dwa tego stwierdzonego faktu wyjaśnienia. Przede wszystkim dusza, indywidualna jaźń, tylko powoli i stopniowo zdobywa wpływ i władzę nad swymi przewodnikami; mówiąc nieco schematycznie i ogólnie, pierwsze 5 do 7-miu lat nad ciałem fizycznym; następnie tyleż nad swoim światem wzruszeń i uczyć, a jeszcze nieco dłużej - nieraz także 5-7 lat – nad narzędziem myśli; te okresy są trudne, zwłaszcza okres dojrzewania, gdy zachodzą doniosłe przeobrażenia nie tylko w fizycznym organizmie, ale i w emocjonalno-myślowym; dopiero pomiędzy 18 a 21 rokiem dusza jest w stanie w pełni opanować i działać poprzez trzy swoje narzędzia; zarówno czas jak i stopień jego opanowania zmienia się zależnie od typu i rozwoju jaki dusza sama osiągnęła.
 
A następnie każdy z tych trzech narzędzi jest w tym okresie w stanie plastycznym, wrażliwym na wszelkie zewnętrzne bodźce , jakby w stosunku do całego zewnętrznego świata - „bezbronnym”. Zwłaszcza, że dzieci w pierwszych latach życia są jeszcze w bliższym kontakcie ze sferami duszy, aniżeli ziemi; „pamiętają” atmosferę, życie, a nawet „prawa” wyższego świata; niejednokrotnie widzą o wiele więcej aniżeli otaczający dorośli i ciągłe zderzenia tego świata, który jest dla nich równie realny, z otaczającym konkretnym i twardym, są zaskakujące, trudne do pojęcia a tym bardziej dania sobie z nimi rady. Znane są częste fakty, iż dziecko rozmawia z kimś dla dorosłych niewidzialnym, że opowiada „fantastyczne” historie, które dorosłym wydają się zmyślaniem, a nawet kłamstwem, i reagują na to strofowaniem lub co gorsza śmiechem i kpinami; a biedny stracony wśród nowego świata mały odkrywca, nie może pojąć, że to, co on widzi równie konkretnie jak fizyczne przedmioty, jest niedostępne dla wzroku matki czy najbliższych; powstaje konflikt, zderzenie, a wkrótce zamykanie się i ukrywanie swych przeżyć a nawet obserwacji przed dorosłymi. Poza tym u iluż to dzieci przejawia się naiwna życzliwość w stosunku do wszystkich napotykanych ludzi, zanim nie pocznie się je przekonywać że: „to obcy”, a to „swój”, od tego trzeba stronić, a tego „grzecznie pozdrawiać” itd. Każdy, kto zna nieco psychologię dziecka od strony głębszej, okultystycznej, nie może patrzeć bez największego bólu na stałe, uparte, ślepe, paczenie zdrowych instynktów, tłumienie najładniejszych odruchów, niweczenie prostoty i szczerości, a rozwijanie przez systematyczne tresowanie, fałszu, obłudy, rozpaczliwych konwencjonalizmów; zasilania w naturze dziecka cech gorszych, a jakże niezmiernie rzadko dawanie mu przynajmniej swobody rośnięcia, bez narzucania złego, jeśli już nie pomocy w budzeniu dobrego; bez naśladownictwa i wtłaczania w tą podatną, bezbronną, giętką psychikę rzeczy nieraz wręcz szkodliwych, najczęściej zbędnych, a nieraz na całe życie utrudniających.
 
Gdy wiedza o reinkarnacji będzie szerzej znana, rodzice i wychowawcy głębiej zrozumieją prawdę, którą tak genialnie wyczuła Maria Montessori, że to dorośli powinniby uczyć się od dziecka, prędzej niż chcieć je urabiać na własną - zazwyczaj ciasną i stereotypową – modłę; że obserwowanie, a potem zasilanie, własnych instynktów, skłonności, zamiłowań dziecka, dalej może nas zaprowadzić w wyrabianiu nowego typu człowieka, aniżeli tresura wedle zasady „przystrzygania płotków”, lub usiłowania rodziców by ich latorośl była do nich podobna, czy też wynagradzała ich własne niedociągnięcia, klęski i zawody życiowe. Wiedząc, iż dziecko nie jest nową istotą, jak glina podatną do urabiania wedle widzimisię starszych; że jest duszą dość „starą” by mieć swą wyraźną indywidualność, o własnym charakterze, zdolnościach, tendencjach i możliwościach, zrozumie się, że rolą i zadaniem dorosłych jest poznać ją, zrozumieć i dopomagać – ostrożnie i z szacunkiem – do ich zdrowego i bezpośredniego przejawienia, nie hamując, nie przytłaczając, nie pacząc. Przyczynilibyśmy się wówczas więcej do odnawiania społeczeństw od podstaw, aniżeli przez późniejsze karcenie, „reformowanie” czy nawracanie na „dobrą drogę” spaczonych charakterów młodzieży. Badania nad małoletnimi przestępcami wskazują, że u znacznej ich większości przyczyny ich wykolejenia się tkwiły we wczesnym dzieciństwie; gdyż, jakeśmy to już zaznaczyli w psychice każdej powracającej w nowe wcielenie istoty, tają się zalążki tak dobrych i społecznie pożądanych; jak złych, aspołecznych i szkodliwych skłonności; że od tego, które się najpierw pobudzi do działania, będzie w dużej mierze zależeć charakter człowieka w przyszłości; bo gdy gorsze zbudzą się wpierw pod wpływem bodźców niepożądanego środowiska, późniejsza przewaga dobrych staje się utrudniona i nieraz przejawienie się wrodzonych najlepszych instynktów znacznie opóźnione. Jeszcze raz więc należy podkreślić jak bardzo moralnie ważne są pierwsze lata dziecka, jak bardzo trzeba zwracać uwagę na otaczanie go odpowiednią atmosferą, przykładem, a nade wszystko dobrocią i niesentymentalną (ta jest najczęściej odmianą egoizmu rodziców), a jędrną i rozumną miłością; jest to najlepszą pomocą w pracy duszy, która wciąż usiłuje działać na swe narzędzia i uczy się nimi kierować, a dokonanie tego wcale nie jest łatwym zadaniem.
 
Zanim mózg i system nerwowy nie wyćwiczą się dostatecznie w odbieraniu i przekazywaniu, zarówno wibracji od strony duszy ku świadomości fizycznej, jak wrażeń od bodźców zewnętrznych ku duszy, upływają lata.
 
Ciała astralne i mentalne dziecka są również jeszcze nie zorganizowane, przedstawiają mgławice o paru lekko zarysowujących się barwach, a mają się stać z biegiem lat – poddane tym dwom wpływom: duszy od wewnątrz i bodźcom od otaczającego, tak fizycznego jak emocjonalnego i myślowego świata, od zewnątrz - dobrze wyrobionymi organizmami, o dużej skali wibracji i bogatych barwach; te wyrażają w tych sferach, namiętności, emocje, uczucia, pojęcia, myśli itd. Im bogatsza i subtelniejsza jest natura uczuciowa, a szersza skala myśli, tym barwy w aurze człowieka są bardziej świetliste, wyraźne, żywe i jasne; zaś namiętności pierwotne, egoizm, zawiść, chciwość itp. tworzą barwy mętne, brudne i jakby „cuchnące”.
 
Dopiero w wieku młodzieńczym następuje ściślejszy związek duszy z jej narzędziami i jej łatwiejsze przez nie działanie; o ile oczywiście stopień jej ewolucji na to pozwala – bo przez długie wieki dusza nie ma bezpośrednio na swe przewodniki wpływu, a tym mniej władzy nad nimi. Mówimy tu o typie ludzi o dużej kulturze, wykształceniu i znacznej etyce.

* * *

Wartość każdej inkarnacji, z punktu duszy, mierzy się nie tyle tym, co się potocznie nazywa „pomyślnym życiem”, ile wielostronnością sposobności do wyrobienia charakteru, rozwinięcia zdolności i właściwego do życia i doświadczeń jakie nam niesie, stosunku. Nieraz życie tzw. z punktu zwykłego ludzkiego wartościowania „nieszczęśliwe”, pełne trudu i przeciwności, bolesnych zdarzeń, trudnych starć, tragicznych niepowodzeń, jest w swym wewnętrznym dorobku stokroć dla duszy cenniejsze, niż inne, łatwe i „szczęśliwe”. Bowiem trzeba dobrze zrozumieć, że celem naszej poprzez wiele wcieleń wędrówki nie jest wcale zadawalanie naszych zachcianek, a nawet marzeń i pragnień, (chociaż te, jeśli są wyższe ponad nasz egoizm i ciasne kółko osobistych pojęć, mogą przyczynić się znacznie do stworzenia „dobrych” rezultatów dla przyszłego na ziemi istnienia, bowiem każde bezosobiste marzenie i szersza wizja wcześniej czy później spełniają się, i można by, znając prawa działania myślą, własnowolnie tworzyć barwę i ton naszego przyszłego wcielenia); celem ważnym dla duszy jest zdobycie takiego poznania owych trzech niższych światów, które wzbogaci jej wiedzę; oraz takich doświadczeń, które doją jej możność przejawić swoje własne władze i cechy, pomimo sprzeciwu czy „kradzenia” jej sił dla zasilania samowoli astro-mentalnej osobowości, co się wciąż dzieje, gdy wplatamy małe pobudki w dobre czyny, gdy kalamy ładne skądinąd uczucia zazdrością, chęcią wzajemności czy wyłączności itp.; tzn. gdy energie duszy zabarwiają się odrębnymi zachciankami przewodników, gdy te uzurpują sobie prawa pana, zamiast być powolnym sługą. Wymaga to dłuższego wyjaśnienia, rzucającego światło na wiele naszych nieustannych walk i rozterek wewnętrznych, na owe stany wyrażone w słynnych słowach św. Pawła, gdy zastanawia się jaka jest przyczyna, iż wola jego chce jednego, a ciało i pożądania czegoś zgoła innego, gdy widzi inne prawo w członkach swych, a inne w myśli.
 
Studia okultystyczne rzucają na to ciekawe światło. Nasze ciało fizyczne składa się z milionów komórek mających swe własne życie, a wplecionych w budowę organów, z których każdy ma również swe specjalne zadania, więc i komórki wchodzące w jego skład muszą specjalizować się, przystosowując się do wyznaczonych im czynności – np. komórka nerwowa będzie nieco inaczej zbudowana od komórki płuc czy nerek; czyli poza spełnianiem przez ciało fizyczne jako całość, zadań do których jest powołane – koniecznych dla używającej go świadomości - cząstki wchodzące w jego skład mają swe własne życie, swoje zadania i prawa. Podobnie jest z naszym organizmem astralnym. Cząsteczki materii, które wchodzą w jego skład mają swe własne życie, własny impuls ewolucyjny, należą mianowicie do materii będącej na łuku zstępnym, dla której rozwoju potrzebne są bardzo silne bodźce, gwałtowne wstrząsy, potężne wibracje itp. Czyli w interesie ewolucyjnym cząstek naszego ciała astralnego są silne żądze i namiętności; zaś dla człowieka znajdującego się już na pewnym wyższym stopniu rozwoju te stanowią przeszłość, uleganie im jest nieraz cofaniem się, życiem wedle prawa jego „wczoraj” a nie „dziś”; w jego interesie ewolucyjnym jest „uspakajanie” wszelkich dzikich żądz i gwałtownych wibracji, wprowadzenie w grę subtelniejszych uczuć i wzruszeń, które dają wibracje szybsze, ale łagodniejsze o bardziej harmonijnym rytmie. Jest więc pewne zderzenie i niewspółmierność; istotnie określenie św. Pawła jest najzupełniej ścisłe: inne prawo rządzi cząstkami astralnego organizmu, a inne wyraża się przez wolę, pragnienie doskonalenia się czy tęsknotę człowieka.
 
Na bardzo niskim stopniu rozwoju ta sprzeczność nie istnieje; po prostu człowiek a jego żądze stanowią jedno; nie ma konfliktu, bo nie ma jeszcze „poznania dobra i zła”, czyli tego co ewolucji pomaga, a co przeszkadza; jeszcze nie kosztował owoców z drzewa „wiadomości dobrego i złego”, jest niewinny, naiwny jak dziecko, nie „grzeszy”, bo nie wie, nie zna, nie rozumie; i w swoim utożsamianiu się z instynktami swego astralnego organizmu jest całkowity. W tym stadium dusza nie ma jeszcze żadnej nad narzędziami władzy, nie przejawia się wcale w woli, można powiedzieć że „śpi”.
 
Ale okres gdy człowiek już dobrze wie, nie tylko na podstawie zakazów i nakazów mądrzejszych i starszych od niego, ale i na podstawie własnego w przeszłych istnieniach zdobytego doświadczenia, co jest „dobre” a co „złe”, czyli zdaje sobie sprawę z moralnych praw, choć może ich jeszcze tak nie nazywa i nie stosuje ściśle do użyteczności, tzn. nie rozumie jasno, że to, co się nazywa „złe” w jego postępowaniu z innymi jest w istocie najgorsze dla niego samego, bo najboleśniejsze przyniesie mu w swoim czasie skutki; ale rozumie i pamięta już, że „ tego czynić nie należy”, a tamto „robić jest dobrze”. W tym właśnie okresie – znacznego obudzenia zmysłu moralnego, bez wyrobienia jeszcze dostatecznej siły, aby iść wedle niego zawsze i wbrew oporowi (własnej przeszłości oraz tej głuchej a silnej tendencji, jakby ciążenia cząstek astralnego organizmu: w kierunku przeciwnym) przeżywa największe konflikty, rozterki, i rozdarcia. Do tego okresu stosują się słowa św. Pawła.
 
Jakeśmy już zanaczyli wartość każdej ziemskiej inkarnacji dla duszy, mierzy się zgoła innymi sprawdzianami niż ludzie zwykle oceniają losy różnych jednostek. W przeciągu wielu wieków ewolucja jest niezmiernie powolna, każde doświadczenie musi być wielokrotnie powtarzane zanim świadomość zrozumie jego właściwe znaczenie, jego treść i naukę, którą ma z niego wyciągnąć. Cel życia jest zupełnie nierozumiany; nawet dziś na naszym obecnym stopniu rozwoju stosunek prawie wszystkich ludzi do życia jest „żądający”, jakby się nam wszystko „należało”, oczekuje się od niego wciąż czegoś miłego, przyjemnego, zadawalającego zachcianki i pożądania, i rozgorycza się wobec przeciwności; rzadko, bardzo rzadko przychodzi nam na myśl, że ten los sami tworzymy. Jest to stosunek dziecka, które instynktownie czuje, że mu się wiele należy, a od niego prawie nic; które nie wie jeszcze, co to odpowiedzialność i własna twórczość. Dopóki taki stosunek w nas przeważa rozwój jest niezmiernie powolny, dorobek każdego życia na ziemi bardzo mizerny, a więc i skutki w drugiej części łuku życia tj. w innych stanach świadomości – po śmierci fizycznego ciała – dla duszy ubogie.
 
Ale od chwili, gdy poczynamy rozumieć, że życie „czegoś od nas chce”, że poza każdym zdarzeniem ukrywa się jakaś głębsza treść, że należy ją zrozumieć i zachować się jak można najgodniej, najsilniej, nie poddając się przeciwnością, nie uginając pod ciosami, a odwrotnie trzeba mężnieć i hartować się i wnosić w nie własną wolę, wyraźne dążenie, ścisłą i przezorną myśl; że tą samą monetą ludzie będą nam płacić, jaką my im podajemy; gdy uczymy się wychodzić ze swojego ciasnego samolubnego kręgu i widzieć piękno życia i wartość wielu ludzi, niezależnie od ich użyteczności dla nas samych, czyli zaczynamy pojmować czym może być bezinteresowność, widzenie „rzeczy samych w sobie”; gdy potrafimy już przeciwstawiać się już głuchym pożądaniom – w istocie wcale do naszej jaźni nie należącym – czyli gdy bierzemy niejako ster naszego myślowo-uczuciowego życia, przynajmniej do pewnego stopnia, we własne ręce, ewolucja znacznie się przyspiesza. Im dalej tym idzie szybciej.

 * * *

Stan i życie człowieka po zrzuceniu fizycznego ciała – a tylko tym jest śmierć – zależy całkowicie od stopnia jego rozwoju oraz rodzaju energii jakie za życia na ziemi zgromadził.
 
Sama śmierć, czyli wycofanie się świadomości ze swego fizycznego narzędzia jest procesem o wiele prostszym aniżeli ludzie zwykli sobie wyobrażać. Najnowsze badania przeprowadzone w Ameryce wykazują że to, co się zazwyczaj uważa za bolesną agonię, najczęściej tym nie jest; że są to raczej odruchy czysto fizyczne bez udziału świadomości, (a więc i bez odczuwania bólu), która o wiele wcześniej poczyna miarowo wycofywać się z ciała i skupiać się w sobie, niżby lekarze mogli sądzić; a wszelkie symptomy, które by można uważać za objawy męki i cierpienia dzieją się niemal bez jego udziału. Czyli pomiędzy początkiem tego wycofywania się a chwilą, gdy oddech i bicie serca ustają jest o wiele dłuższy interwał niż się sądzi. Zachodzi wówczas doniosłe dla świadomości zjawisko, stwierdzone przez wszystkich, którzy te chwile odchodzących ludzi badali; mianowicie przegląd krótki i syntetyczny całego życia, gdy dusza jakby w nagłym jasnowidzeniu dostrzega cały sens i cel swego istnienia; widzi jasno swe pobudki i ich rezultaty, błędy i pomyłki, osiągnięcia i zwycięstwa i to zazwyczaj inaczej niż je oceniała za życia; widzi treść najważniejszych przeżyć i ich dla przyszłości cel. Wymaga to niesłychanego skupienia na przesuwających się przed duszą obrazach, toteż cząstka świadomości, która pozostaje jeszcze w przeciągu tych chwil z ciałem fizycznym jest bardzo znikoma. Wszystkie religie świata zalecały zawsze modlitwy i spokój przy umierającym, właśnie dlatego, aby nie zakłócać tych doniosłych chwil przeglądu całego życia, co ma na najbliższą i dalszą przyszłość ogromne dla człowieka znaczenie.
 
Gdy świadomość się już całkowicie wycofa z fizycznego ciała, to stygnie i sztywnieje, tkanki i komórki nie przestają jednak działać i ten proces rozprzęgania się „republiki” komórek fizycznych i ich dalsze zachowywanie się, gdy kierownicza siła, która trzymała je w zorganizowanej i wspaniale ułożonej wspólnocie odchodzi, jest niezmiernie ciekawym tematem do dalszych badań, ale nas tutaj nie zajmuje.
 
Jedno z podstawowych twierdzeń wszystkich badaczy jest: świadomość człowieka nie zmienia się po odrzuceniu fizycznego ciała. Nie staje się on ani gorszy, ani lepszy, nie oczyszcza się nagle ze wszystkich przywar i słabości, i oczywiście nie „idzie do nieba czy piekła”. Są to stany a nie miejsca; a jeśli chodzi o cierpienie jest ono na ziemi najostrzejsze i właśnie ziemię, można by nieraz uważać za najokrutniejsze piekło. Stany cierpienia – oczywiście nie wiecznego, bo przypuszczanie, że przyczyna skończona może dać nieskończony skutek jest absurdalne – rzeczywiście istnieją, ale są tylko nieuniknionym skutkiem żywionych fizycznych namiętności (żarłoczność, pijaństwo, morfina, chuć) bez możności fizycznego ich zaspokojenia; istnieją również w pewnych specjalnych wypadkach, jak samobójstwo, nagła śmierć w paroksyzmie strachu itp.
 
Przejście świadomości poza bramę śmierci niewiele sie zazwyczaj różni od zapadnięcia w sen, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Z tą różnicą, że część – zresztą nieznaczna – świadomości pozostaje w ciele fizycznym do którego reszta jej rano powraca, a w śmierci wycofanie się jest definitywne, całkowite, bezpowrotne. Człowiek na niskim poziomie rozwoju, którego ciało astralne jest jeszcze bardzo słabo zorganizowane i nie mogące działać samodzielnie podczas snu, jak i po śmierci, jest bardzo mało świadom swego otoczenia, jest w stanie pół sennym i niewiele może odczuwać chyba, że nim miotały gwałtowne namiętności za życia i trwają nadal szukając wyrażenia się. Ale na stopniu przeciętnie kulturalnego człowieka naszej doby podczas, gdy ciało fizyczne jest pogrążone we śnie, świadomość jego już może działać w astralnym przewodniku, postrzegać otaczający go świat, poznawać ludzi również w ich astralnych powłokach; nieraz może spotykać przyjaciół umarłych, albo którzy równie jak on pozostawili swe fizyczne ciało w uśpieniu. Może także, o ile jest nieco bardziej rozwinięty, przenosić się z niebywałą szybkością z miejsca na miejsce, według własnej woli; zazwyczaj sny o unoszeniu się w powietrzu, lataniu, przechodzeniu przez fizyczne zapory itd. są odbiciem w mózgu fizycznym, wspomnień takich wędrówek.
 
W ogóle pierwsze czasy po śmierci ciała fizycznego nie są łatwe, bo się człowiek zupełnie nie orientuje, co się z nim dzieje, nie pojmuje, że „umarł”, wszystkie mgliste pojęcia jakie miał o świecie „po tamtej stronie” nie znajdują potwierdzenia, jest – poza wyjątkami – zdezorientowany. Nieraz starając się wejść w kontakt z tymi, którzy pozostali na ziemi, a których astralne powłoki widzi wyraźnie, choć nie może postrzegać fizycznych, nie potrafi pojąć dlaczego nie rozumieją go i nie odpowiadają, a nawet w ogóle nie reagują. Powoli zaczyna pojmować, że się znajduje w jakimś „innym” świecie i dostosować się do tej „inności”.
 
Dostosowanie się owo nie jest pozbawione pewnego cierpienia, zwłaszcza jeśli człowiek trwa w swoim upartym usiłowaniu wejścia w kontakt z pozostającymi na ziemi, (najniższe „duchy” z seansów spirytystycznych) lub w wywieraniu jakiegokolwiek wpływu na przedmioty fizycznego świata. Nieraz potrzeba dużych wysiłków jednej z istot, których zastępy zajmują się pomaganiem takim „zdezorientowanym”, aby „przekonać” ich, że warunki się zmieniły, że nie znajdują się już na ziemi i im prędzej odwrócą od niej swą uwagę, tym lepiej dla nich (dlatego seanse spirytystyczne są szkodliwe).
 
Można tu wspomnieć o ciekawym lecz smutnym stanie pośmiertnym tych, którzy nie wierzyli w żadne istnienie po za fizycznym i byli zupełnie przekonani, że świadomość ich zginie wraz ze śmiercią. Ponieważ myśl i uczucia wywołują o wiele konkretniejsze skutki aniżeli nam się zdaje – jesteśmy otoczeni tym, o czym myślimy, wyobraźnia stwarza wokół to, co wyobraża – ludzie ci stwarzają sami własne nieistnienie, czyli trwają w upartym przekonaniu, że nic z ich świadomości nie przetrwa i nie ożyje, i istotnie ją usypiają; zanim wysiłki takich pomocników, których jest legion, nie potrafią obudzić jakiegoś ruchu w ich zamkniętej w wyobrażonej otoczce świadomości; a trwa to nieraz długo.
 
Bo prawie natychmiast po „wyprowadzeniu” się z ciała fizycznego, po fali uczucia ulgi i radosnej swobody, po spojrzeniu świadomym na krewnych i przyjaciół – o ile ci nie rozpaczają zanadto i nie chcą gwałtownie przywołać świadomości z powrotem w ciało zakłócając tym spokój i jasność, która w niej na chwilę powstaje – następuje zazwyczaj cichy stan, jakby snu, zanim się człowiek nie zbudzi w tym nowym świecie. Otóż ów „materialista”, który jest przekonany, że nie ma żadnego istnienia po śmierci fizycznego ciała, poprostu nie budzi się, a trwa dalej w tym stanie uśpienia; a to się równa zatrzymaniu normalnego rozwoju.
 
W ogóle niebezpiecznie jest wyobrażać sobie jakieś określone stany, obrazy czy otoczenia, które mamy rzekomo spotkać po śmierci, bo właśnie to się spełnia. Trudno opisać ilość niepotrzebnego cierpienia jakie okrutne, przesądne, bezsensowne pojęcia piekła przyczyniły milionom ludzi „po tamtej stronie”. Człowiek nietylko sam staje się tym o czym myśli, ale myślą i wyobraźnią stwarza swoje otoczenie, bo myśli jego stają się wyraźnymi kształtami w materii subtelniejszej, którą poznaje dopiero po przejściu bramy śmierci.
 
Wkrótce po zrzuceniu ciała fizycznego zachodzi w astralnym przewodniku pewne przegrupowanie cząstek, (o ile ktoś, na o wiele wyższym stopniu rozwoju, własnoręcznie się temu nie przeciwstawi) a mianowicie najgrubsze, najcięższe, o najpowolniejszych wibracjach układają się w najzwenętrzniejszą powierzchnię owoidu, a dalej ku wnętrzu jego idą kolejno coraz lżejsze i subtelniejsze, aż do najsubtelniejszych w samym centrze. Innymi słowy świadomość znajduje się teraz zamknięta w siedmiowarstwową powłokę, której każda warstwa, tak długo ją zamyka, aż się energia ożywiająca ją – a wprowadzona w ruch przez człowieka za życia na ziemi – nie „wyżyje się”, czyli nie wyczerpie, a więc i warstwa odpowiedniej materii nie rozproszy się. To koncentryczne przegrupowanie materii ciała astralnego odpowiada z matematyczną dokładnością ilości różnych rodzajów namiętności, pożądań i wzruszeń jakie człowiek żywił za życia na ziemi. Budzi się w tej sferze astralnego świata, do której powinowactwem swych namiętnościowych wibracji należy; a koncentryczny układ przegrupowanych cząstek wedle ich „ciężaru”, określa jak długo będzie musiał w każdej z tych sfer czy regionów przebywać.
 
W najniższej, pod wielu względami odpowiadającej pojęciom „piekła”, znajdują się tylko ludzie o instynktach zbrodniczych, pełni nienawiści i okrucieństwa; mordercy, złoczyńcy wszelkiego rodzaju, o najdzikszych i najbardziej wyrafinowanych namiętnościach i żądzach; pozostają tam w stanie dużego cierpienia, aż nim się te nagromadzone za życia na ziemi, straszne, niszczące energie nie wyczerpią.
 
Nie znaczy to, że się ich na zawsze pozbywa, pozostają one jako wyraźne tendencje i skłonności, które ożyją przy jego powrocie w następną inkarnację, czyli zostaną wplecione niejako w jego „wrodzoną” natrę i wyrażą się w budowie przyszłego astralnego narzędzia. Jednak i pamięć przebytych z ich powodu cierpień, w owym czasowym „piekle” pozostawi swój ślad w psychice i da początek temu, co z czasem rozwinie się w tzw. „głos sumienia”. Ale jakkolwiek cierpienie ich może być ostre – nie trwa w nieskończoność, przychodzi i dla nich czas, gdy najzewnętrzniejsza warstwa zamykającej ich „skorupy” rozprasza się, a wówczas znajdują się w strefie odrobinę jaśniejszej.
 
Owa mroczna sfera i stany w niej przeżywane przez owe najniższe jednostki ludzkie – może nawet nie zasługujące na miano człowieka (hitlerowcy np. i wszyscy na takim jak oni poziomie) odpowiada w znacznej mierze opisom piekła wedle wizji świętych różnych religii, (jak i Dantego); oczywiście bez fizycznego ognia, smoły i diabłów; ale postacie umęczonych, czy zamordowanych przez okrutników ofiar, mogą się im wydawać szatanami zemsty; a kłębiące się wciąż w nich samych najdziksze żądze, mogą być porównywalne do pożerczych płomini.
 
Należy jednak pamiętać, że nawet w najpotworniejszych zbrodniarzach iskra nieśmiertelna trwa i choćby nawet dane życie było dla duszy niemal stracone, inne mogą wyrównywać tą „stratę czasu” i naprawić błędy, a wyrabiający się z czasem „głos sumienia” może wziąść górę. Bo wszak i każdy dobry czyn, myśl czy uczucie – a któż może wiedzieć czy nawet najniższy złoczyńca nie miał takich paru w życiu? czy nie kochał żony, dziecka, rodziców, - znajdą także swój skutek, i wyrażą się w znacznie wyższej strefie, pozostawiając także ślad w skłonności do tych uczuć w przyszłości.
 
W tej samej, mrocznej strefie znajdują się też, choć nieraz na krótko, samobójcy; oczywiście zależy to od pobudki, która człowieka pchnęła do tego czynu, czasem jest nią tchórzostwo, chęć ucieczki od spodziewanych ciężkich rezultatów jakiejś uprzedniej zbrodni, albo lekkomyślości; czasem tęsknota za kimś ukochanym kto odszedł, a kogo spodziewa się człowiek spotkać po „tamtej stronie”; albo też znużenie i niechęć do dalszej walki życiowej, chęć „skończenia ze wszystkim”. W każdym z tych wypadków spotyka człowieka zawód, bo w tym samym stanie psychicznym cierpienia, niepokoju albo rozpaczy, znajduje się w tej drugiej sferze, a spodziewane spotkanie nie może się spełnić, bo człowiek, który umarł naturalną śmiercią przebywa w innym, o wiele wyższym stanie, więc i strefie; a ten kto liczył, że skończy ze sobą, przekonywa się z przerażeniem, że nie da się siebie zabić, że poprostu nie można umrzeć!

Czas danej inkarnacji został wyznaczony wedle przygotowanego przez Duszę, a dostosowanego do jej dobra losu i przeznaczeniu temu nie może się przeciwstawić osobowa samowola; podobne to jest do sytuacji jaka wynikłaby, gdyby ręka czy noga zbuntowała się przeciwko całemu organizmowi i nie chcąc służyć mu dłużej dokonała samoamputacji; organizm tak okaleczony żyłby dalej, ale o ileż byłoby jego życie trudniejsze, dzięki tej bezprzykładowej samowoli jednego członka!

Tak samo niedopuszczalne jest dla naszej małej fizycznej świadomości pobieranie decyzji w tym, co dotyczy Duszy i jej postanowienia, płynącego z głębokiego pojmowania, a matematycznego obliczenia jej pomocników. Toteż zamiast polepszenia swego stanu samobójca pogarsza go tylko, cierpienie jego się wzmaga zwłaszcza, że wkrótce poznaje swój błąd, a nie może go już naprawić; poza tym jest świadom potwornej brzydoty i ohydy otoczenia, wśród którego jest zmuszony przebywać. I w tym wypadku pomoc istot rozumniejszych, a czasem modlitwy i miłość pozostałych na ziemi, mogą znacznie pomóc. Ale jeśli choćby w podświadomym danego człowieka tkwiło wspomnienie zasłyszanych chrześcijańskich nauk, że samobójcy idą do piekła, może to znów ten smutny stan przedłużyć.
 
Niemal równie ciężki jest stan ludzi traconych „legalnie” na podstawie wyroków śmierci. Gdyby rządy różnych narodów znały choć trochę dorobek badań nad skutkami tego okrutnego prawa, napewno zniesiono by wszędzie karę śmierci; bowiem pomijając nawet jej całkowitą amoralność z punktu wszelkiej religijnej czy świeckiej etyki, jest ona z punktu społeczeństwa karą całkowicie niepraktyczną, gdyż zamiast zmniejszać przestępczość, powiększa ją, co zostało dowiedzione przez szereg statystyk. Dzieje się tak dlatego, że człowiek umiera nieraz w straszliwym stanie przerażenia z nienawiścią i żądzą zemsty, które trwają nadal, gdy ciało ginie; i automatycznie stara się na pozostałych przy życiu ludziach tą zemstę wywrzeć, „kusząc” podatniejsze jednostki, wywierając na nie z całym żarem nienawiści silny wpływ, niemal pchając je także ku zbrodni lub samobójstwa. Toteż warto robić wszelkie możliwe wysiłki, aby karę śmierci zniesiono, a także starać sie kierować myśl skazańców zawczasu, gdy jeszcze są w więzieniu, ku innym sferom, pomagając zrozumieć prawo przyczyny i skutku (Karmy) i wzbudzać uczucia, jak najbardziej od nienawiści i zemsty za wyrok odległe. Oczywiście i po „tamtej stronie” pewna pomoc może być dana, nieraz z dobrym skutkiem.
 
Wreszcie trzecią kategorią ludzi, których świadome przebywanie w najniższej sferze Kamaloki (piekło-czyśćca) stanowią ci, którzy giną gwałtowną śmiercią w jakimś wypadku, zwłaszcza, jeśli mu towarzyszy przerażenie, jak np. wśród pożaru, w powodzi, podczas zderzenia pociągów itp. Ale nawet, gdy nagłej śmierci nie towarzyszy straszny lęk, sama nagłość jej, zastający zwykle człowieka w pełni zaangażowania w jakąś pracę, stwarza niepożądany stan i otoczenie, bo skłonny jest powtarzać dalej automatycznie zaczętą działalność, nie rozumiejąc przez dłuższy czas co się stało. Ale w tym wypadku, wszystko zależy od sfery w jakiej myślą i uczuciem dany człowiek podczas życia, jak i w chwili wypadku przebywał.
 
Ciekawą i zastanawiającą pod tym względem jest relacja jednego z filozofów amerykańskich, o swoim prawie śmiertelnym wypadku i przeżyciu jakie przeszedł oraz wniosku jakie zeń wyciągnął, że: jakie jest wewnętrzne życie człowieka, taką jest jego śmierć, czyli unosi ze sobą na „tamtą stronę” treść swego wewnętrznego życia, zwłaszcza stan, w którym go śmierć zastaje.
 
Tak oto opowiada swe doświadczenie: „Szedłem po szerokiej drodze w jasne zimne popołudnie; wiatr był silny, więc nastawiłem kołnierz i wszelkie dochodzące odgłosy zlewały się w moich uszach z szumem wiatru. Szedłem po stronie drogi naprzeciw pędzących pojazdów, ale w chwili, gdy przechodziłem na drugą stronę drogi, aby zawrócić i wracać, żadnego nie było widać. Byłem pogrążony w głębokich filozoficznych dociekaniach, pochłonięty całkowicie pewnym zagadnieniem w nastroju radości i spokoju. Nie zdawałem sobie zupełnie sprawy, że w chwili, gdy miałem wejść na chodnik, z tyłu zbliżał się szybko samochód. Kierowca usnął przy kierownicy i samochód jechał wzdłuż nieodpowiedniej strony drogi, gdzie się właśnie znajdowałem, nie mając najmniejszego pojęcia o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Nagle samochód w pełnym biegu uderzył mnie z tyłu, powalił, przejechał przez nogi, uderzając w głowę i ramiona, i odrzucając na kilkanaście stóp w przód, na chodnik ciało, które zdawało się już martwe.
 
„Mogę kategorycznie stwierdzić że nie odczułem ani bólu, ani najlżejszego przerażenia, w ogóle żadnego przykrego uczucia. Cała moja uwaga była w chwili wypadku skupiona na zagadnieniu piękna, a świadomość była pełna radosnego zachwytu; nagle poczułem tylko, iż zdaje się ona niepomiernie rozszerzać i pogrążać w świat bezgranicznego ogromu, nie tracąc przy tym wcale poczucia swej indywidualności. To pogrążenie dokonało się w jednym mgnieniu oka, bez chwili poprzedzającego zamroczenia czy ciemni, po prostu jakbym nagle wszedł w bezbrzeżny ocean pulsującej życiem światłości, promieniejącej i żywej bezgranicznym pięknem, i miłością. Najciekawszym było nieprzerwane poczucie tożsamości mej indywidualnej istoty oraz najprostsze stwierdzenie, bez zdumienia, ani niepokoju, że przecież śmierci nie ma, że jest ona złudzeniem. Byłem żywy i świadomy w bezgranicznej światłości, widziałem jak spływają z niej jaśniejące promienie w niższy świat; a w sferze fizycznej każda żywa istota zdawała się skupiać w sobie te promienie; każdy kwiat, drzewo, zwierzę i człowiek w swym fizycznym organizmie, zdawał się być wśród fizycznej materii, jakby kotwicą dla tych promieni lub punktem zestrzelającym tą świetlistą energię, która wciąż spływa i przemienia wszystko wokoło.
 
„Choć świadomość moja przez cały czas nieprzytomności w szpitalu, była wciąż skupiona w tych górnych sferach, od czasu do czasu mogłem własnowolnie ją skierować w mózg fizyczny, aby dać jakiś znak życia bliskim, i zaraz znów powrócić świadomością w ten wspaniały, bezgraniczny świat. Oczywiście ośrodek mej świadomości znajdował się tam, w „górze” podczas wypadku i cała uwaga tam była skupiona, a nie w fizycznym mózgu na ziemi, więc trwało to i nadal, gdy połamane ciało leżało na łóżku. Ale wkrótce zrozumiałem, że nie można stale przebywać w tej dziedzinie, zanim nie rozszerzy się całej swej świadomości, łącząc ją z ogromem świadomości kosmicznej; oraz, że wszystkie nasze żywoty właśnie to mają na celu; że cała szkoła życia, a raczej ich długiego szeregu, do tego zmierza – do odkrycia w nas samych tych wyższych wymiarów i kosmicznej świadomości.
 
„Po pewnym czasie intensywnego życia w tym świecie, coś się zmieniło w tajemniczej głębi mej świadomości, zaistniała jakby chęć ponownych doświadczeń poprzez zmysły, a w ślad za nią, jakby świadomy i dobrowolny powrót do życia na ziemi; wraz z tym ośrodek uwagi świadomości powracał w dół, aż znów się skupił w fizycznym mózgu, choć jednocześnie odczuwałem wyraźnie jego ograniczenie. Przez wiele tygodni byłem przykuty do łóżka, ale pozostała mi zdolność wznoszenia się do tej sfery dobrowolnie w głębokich skupieniach medytacyjnych, z całą świadomością jednak, że teraz – odwrotnie do tego, co przeżywałem przez tamte dni po wypadku - „tu”, w fizycznym mózgu, na ziemi, jest centrum mego życia, a „tam” się wznoszę, by znów „tutaj” powrócić.
 
„Gdy analizowałem potem to swoje niezwykłe przeżycie, zdało mi się, że przedstawiało ono w skrócie cały cykl życia duszy, swobodnej w swojej własnej sferze jak tylko została uwolniona nagle od fizycznego ciała; a potem jej wyraźną chęć „powrotu”, jakby zdając sobie sprawę, że na stałe w tym górnym, własnym świecie jeszcze nie zdoła przebywać. Zrozumiałem również, że złudzenia nasze pochodzą przeważnie z utożsamiania się z ciałem fizycznym, ograniczając zdobywanie poznania do fizycznych zmysłów; a przecież wiemy już, że można poznawać przez wchodzenie w „magnetyczny” kontakt; przez odpowiedni wibracyjny stosunek czy też, jak nieraz się to nazywa, przez odpowiednie „zharmonizowanie”, jednoczenie się, łączenie świadomości, miłość.

„Stało mi się zupełnie jasne że świadomość uwolniona z fizycznego ciała jest przyciągnięta magnetycznie do tej sfery w której za życia w fizycznym organizmie przeważnie się skupiała. Było również dla mnie znamienne, że przy wypadku moim nie odczułem żadnego wstrząsu ani bólu, jakby świadomość moja ani przez sekundę nie przebywała przy fizycznym, pogruchotanym ciele. Z całego tego przeżycia pozostało mi przeświadczenie że nie jestem wyjątkiem, że świadomość człowieka zawsze skupia się po śmierci tam, gdzie wpierw bywała najczęściej ześrodkowana”.
 
Autor tej ciekawej relacji wspomina również o głębokim tybetańskim pojęciu filozoficznym, iż można i trzeba posiąść „wiedzę umierania”, i odpowiednio do tego przygotować się, do przejścia w następną sferę; takie przygotowanie jest często praktykowane.
 
Całe to opowiadanie jest dla mnie nie tylko autentyczne, bo znam dobrze autora, jego trzeźwość i wiarygodność; ale i dlatego, że wiem, iż pozostała mu i po wyzdrowieniu i do dziś dnia, czyli w kilkanaście lat po wypadku, zdolność wznoszenia się do tej samej sfery w godziny głębokich rozmyślań.
 
A jeśli weźmiemy jego relację za wiarygodne świadectwo, nie powinno nas dziwić, że kto żywi nienawiść za życia tutaj, ten przez nią i wszelkie jej straszne przejawy będzie otoczony i po „tamtej stronie”; a kto trawi tu życie na zmysłowych uciechach i materialnych przyjemnościach, ten i dalej będzie ich pożądał i będzie cierpiał z powodu ich braku; a kto otacza się tu małostkami, pospolitością, egoizmem, ten i tam będzie w nich na długo zamknięty i uwięziony.
 
Ludzie przeciętni – a trzeba pamiętać, że wielcy zbrodniarze, jak i samobójcy są stosunkowo rzadcy – którzy nie żywili żadnych morderczych i nienawistnych namiętności, ale wszystkie swe zainteresowania skupiali na najpospolitszych ziemskich sprawach, wyzyskiwali innych, byli chciwi i egoistyczni, i po za drobną ilością dobroci i rodzinnych przywiązań, nie mieli wiele lepszych wzruszeń i niemal żadnych idealistycznych myśli, jednym słowem przyziemni materialiści – ale przypuszczający, że jakieś życie po śmierci fizycznego ciała może przecież istnieć – znajdują się w następnej, nieco jaśniejszej strefie, która zawiera astralne jakby „sobowtóry” wszystkich fizycznych istot i przedmiotów, tak, iż świat ten wygląda niemal jak odbicie ziemskiego. Znaczna większość naszej ludzkości „zatrzymuje” się tu dość długo, i „wyżywa” swoje pożądanie uciech, przyziemne pragnienia i namiętności. Trzeba bowiem zrozumieć, że zadanie tego okresu polega na wyplątaniu energii namiętności i wzruszeń z utożsamiania się z ciałem i przywierania do fizycznych przedmiotów; przekonanie się niejako, że istnieje coś od nich wyższego i ciekawszego. Czas potrzebny na takie wyplątanie się z niższych namiętności i egoistycznych pożądań, zależy od stopnia rozwoju i indywidualnego charakteru jednostki.
 
Najczęściej gonią one w tej sferze dość długo za wrażeniami zmysłów i zaspakajaniem pragnień; a że nie mogą tego osiągnąć, są niespokojne, niezadowolone, nieraz nieszczęśliwe, aż nim się nie oswobodzą od znacznej części swych pożądań fizycznych przyjemności i rozkoszy. Niejedna niepotrzebnie przedłuża swój pobyt w tej strefie powtarzając komunikowanie się z tzw. mediami, gdyż znajduje przyjemność w takich „gawędach” z ludźmi na ziemi. Większość przeciętnych komunikatów spirytystycznych z tej sfery pochodzi; są one na poziomie małostkowych plotek, lub najgłupszych salonowych rozmów, a czasem banalnego moralizowania, gdyż inteligencją te „duchy” nie grzeszą. Z tej sfery również pochodzą innego rodzaju kontakty z ludźmi na ziemi, jak ukazywanie się wrażliwym osobom, albo usiłowanie wpłynięcia na kogoś z bliskich, aby dopełnił jakiegoś, nie wykonanego zobowiązania lub wyrównał jakiś, i tam męczący świadomość człowieka dług itp.
 
Znacznie wyżej w tej sferze znajduje się urzeczywistnienie konkretnych marzeń o raju, na kształt ziemskich wspaniałych ogrodów, najpiękniejszych gajów czy klejnotami wysadzanych przybytków o jakich marzą prymitywni wierni różnych religii. Strefa ta jest już świetlista i radosna; tu prosty muzułmanin znajdzie swój raj z hurysami, Czerwony Indianin, świetne łowieckie zagajniki i prerie; a nieoświecony chrześcijanin swe wizje świętych i aniołów; bowiem tu właśnie, może najjaskrawiej konkretyzują się wyobrażenia, jakie sobie ludzie tworzą za życia o owych pośmiertnych szczęśliwościach rajskich. Nie tylko zresztą religijne pojęcia znajdują tutaj swój wyraz, bo i zapalony a egoistyczny reformator czy przedstawiciel dobroczynności, który wiele dobrego robił, ale dla własnej sławy i pochwały, znajdują tutaj swój „raj”; oddają się swej ulubionej pracy, rzucają się w różne aktywności, odtwarzając w materii lotnej tej strefy wszystkie swoje ulubione marzenia i „sny o potędze”. Politycy, mężowie stanu, społecznicy, którzy nigdy nie zaprzątali sobie głowy wyższymi religijnymi czy duchowymi sprawami, a trwają w zainteresowaniu pozostawioną na ziemi działalnością, starają się coś podobnego stworzyć sobie i w tym, dość ciasnym, konkretnym raju.
 
Wielu i stąd „odwraca się” jeszcze ku ziemi i szuka odpowiednich osób, aby im przekazywać najczęściej bardzo górnolotnym stylem wyrażane „posłania”; a chcąc im nadać więcej wagi i autorytetu mienią się różnymi znanymi z historii imionami, a nawet świętymi i bohaterami. Znam sama parę wrażliwych, uczuciowych, ale bardzo łatwowiernych osób, które twierdzą z całym przekonaniem, że są w kontakcie ze św. Cecylią, a nawet Matką Boską, a misją ich jest przekazywanie od nich „instrukcji”. Podziwiałam naprawdę pychę, a zarazem naiwność tych skądinąd inteligentnych ludzi.
 
Chodzi o zrozumienie zasady, że w tym „raju” każdy przeciętny i w dużej mierze egoistyczny człowiek znajdzie to, co mu daje, według jego własnego mniemania zadowolenie i szczęście; to o czym marzył, to co sobie jako najmilsze wyobrażał. Zapalony badacz – wszystkie narzędzia i księgi potrzebne do badań; człowiek nauki w dość ciasnym intelektualnym zakresie – wielkie biblioteki i zbiory; malarz wspaniałe muzea; każdy artysta może urzeczywistnić tu swoje marzenia i niewypowiedziane za życia, lecz niezbyt wzniosłe idee. Każdy widzi tu również swoich najbliższych i ukochanych; czy to tych, którzy pozostali na ziemi, czy tych którzy przed nim odeszli, ale trzeba to dobrze zrozumieć: widzi własne o drogich mu osobach pojęcia, jakby „fotografie” jaka się w ich wyobraźni i myśli tworzy; czyli ta sama osoba zgoła inaczej będzie wyglądała np. w pojęciu jej matki, a inaczej męża czy kochanka, przyjaciela lub sąsiada.
 
Czyli w najwyższym regionie tej astralnej sfery „raju” wyrażają się konkretne myśli, szczere, ale egoistyczne przywiązania, niezbyt wysokie marzenia, nie widzi się „rzeczy samych w sobie”, czyli dusz innych, choćby najbardziej kochanych ludzi, takimi jakimi w istocie są; to bezpośrednie widzenie w całej prawdzie, w duchowej jasności, należy do znacznie wyższego „nieba” właściwej ojczyzny, w wyższych strefach następnego planu.
 
Większość istot przebywająca w tym najwyższym regionie sfery astralnej czuje, że są przed nimi jakieś szersze możliwości; a te, które tak lubią „grać rolę” nauczycieli wobec pozostałych na ziemi, a mediumicznych i łatwowiernych ludzi, czują instynktownie, że wszelki kontakt z ziemią się przerwie, więc warto teraz się wysilać, by jak najwięcej z nią „gadać”. Ale choć niektórzy mogą w tej sferze przebywać dość długo, wszakże dla każdego nadchodzi czas, gdy cały zapas ich uczuć-myśli, odpowiadających tej sferze wyczerpuje się i mogą przejść w następną.
 
Świadomość wycofuje się wówczas ze swego astralnego narzędzia w nieco podobny sposób, jak to uczyniła wpierw z fizycznym, opuszczając obłok astralnej materii, którego używała jako swego narzędzia; a szczątki jego powoli rozpraszają się i łączą z oceanem tejże materii wokoło.
 
A sama popada w cichy, krótki sen z którego budzi ją uczucie niezmiernej radości, swobody, siły, intensywności życia i szczęścia jakiego jeszcze nigdy nie zaznała; gdyż w tej sferze, zwanej Dewakan, czyli „świat bogów”, nie ma już ani odrobiny cierpienia, wszelkie jest zapomniane, nie ma do przybywających tu istot żadnego dostępu, jak i własne ich wady, usterki, słabości czy przewiny, a nawet o nich pamięć. To wszystko zostało już „wyżyte” w poprzedniej, astralnej sferze; a tylko tendencje, jako możliwości wibracyjne zostały zmagazynowane w utajonym potencjalnym stanie, w atomie permanentnym, który dusza ze sobą zabiera, jako podstawę do zbudowania w następnym na ziemi wcieleniu, nowego astralnego narzędzia.
 
Najbardziej znamienną cecha tego „nieba” jest praca przetwarzania dorobku życiowego – myśli, uczuć, doświadczeń – w stałe cechy charakteru, w zdolności, cnoty i władze psychiczne. Jest to okres intensywnej pracy wewnętrznej, wplatania w charakter sumy wszystkich pozytywnych i twórczych myślo-uczyć. Jeśli ktoś za życia na ziemi kochał muzykę, a miał sam niewiele sposobności do nauki, ale korzystał z każdej, która sie nadarzyła, wciąż marząc o talencie i nie przestając doń „tęsknić”, tu przetworzy te wszystkie marzenia, przetworzy w zdolności i w następnym życiu na ziemi może istotnie zostać wielkim muzykiem. To samo stosuje się do wszelkich, choćby przelotnych, albo okresowych dobrych, ładnych impulsów, szczodrości, współczucia, życzliwości oraz wnikliwej głębszej myśli czy impetu do czynu, do użytecznej, choćby w części nie egoistycznej działalności, itp.
 
Niemal każdy człowiek, jakkolwiek mógł mieć liczne upadki, przywary, a nawet złoczyny w swym życiu na ziemi, jeśli choć parę razy w życiu uniósł się dobrocią, współczuciem, zapałem dla czegoś pięknego, choćby to była chwila, małe ziarenko dobra, co kiedyś dopiero ma wydać bogaty plon, dociera do tej sfery radości i właśnie jako wrodzona skłonność dla przyszłego życia; tutaj człowiek o nieco wyższym typie, zbiera plon swoich dobrych czynów, miłosierdzia, życzliwości, serdecznej dobroci – a przecież każdy w swym życiu musiał je mieć, przynajmniej dla nielicznej garstki przyjaciół. Więc, choćby króciutki czas przebywa w tej sferze.
 
Można więc powiedzieć, że nic z lepszych impulsów, subtelniejszych wzruszeń, głębszych uczuć nie ginie; każdy kwiat uczucia ludzkiego, choćby się zrodził w otoczeniu śmietniska – małych, niskich, egoistycznych, a nawet podłych namiętności i żądz, nie jest przez nie zgnieciony, ani nawet w najmniejszej mierze „skalany”; każda energia działa we właściwej sferze; można więc powiedzieć że każdy człowiek choćby na jedną chwilę do tej dziedziny szczęścia powraca i pod działaniem jej słonecznej atmosfery, nie tylko „odpoczywa” po trudach i znużeniu niższych form bytowania, i nabiera niejako „oddechu” na dalszą drogę – wkrótce kierującą się znów w dół – ale wszystko istotne, lepsze, bardziej twórcze w nim jest zasilone, gotowe do zakiełkowania i puszczenia choćby jeszcze słabych pędów, w następnym życiu na ziemi.
 
Trzeba zaznaczyć, że życie w stanie szczęścia w Dewakanie jest nieskończenie intensywniejsze, żywsze i bliższe prawdy rzeczy każdej, aniżeli to, co znamy na ziemi; twórczość myślowo-uczuciowa jest szybsza, nie zna tu tych utrudnień w wyrażaniu się, jakie nam nieraz ciążą na ziemi; jesteśmy tam z tymi których kochamy, o ileż bliżej i prawdziwiej, a bez możliwości nieporozumień i oddaleń; widzimy znacznie więcej z ich prawdziwej natury, ich duszy, a węzły nieprzemijających uczuć zadzierzgają się tam coraz silniej, by przechodzić z jednego żywota na ziemi w drugi, wciąż rosnąc w głębię i wielostonność.
 
Im więcej człowiek za życia na ziemi nagromadził twórczości myśli, głębi uczuć, zapału dla piękna, subtelnych wzruszeń, im wyżej sięgał myślą odkrywczą i nieustraszoną, im żywiej czuł związek ze swym narodem, a życzliwość dla każdego człowieka i dobroć dla wszelkiej żywej istoty, tym owo „niebo” jego będzie bogatsze, bardziej wspaniałe i porywające. Ale nie ma tam nic z kwietyzmu, z biernego czy sentymentalnego uniesienia, z jednostajności zadowolenia z siebie itp.
 
Ten świat, jak i astralny ma parę poddziałów o różniących się znacznie „mieszkańcach”; w pierwszej jego strefie znajduje się wiele dobrych, szczerych, nie egoistycznych ludzi, o pięknych dążeniach i aspiracjach; w drugiej wielu głęboko religijnych o czystych uczuciach uwielbienia i czci dla Najwyższego, w jakiejkolwiek postaci; czyli ludzi wszystkich religii i wyznań, nie pozbawieni jeszcze pewnej ciasnoty pojęć, nie umiejący jeszcze wznieść się do wzniosłych filozoficznych i metafizycznych koncepcji, ani najszerszego rozumienia, że nie w jednej religii można znaleźć „zbawienie”, ale w każdej; jednak nie żywiący fanatycznej niechęci do „innowierców”, i pełni szczerej, głębokiej i czystej miłości dla jakiejkolwiek postaci Boga, którą czuli jako najbliższą. Ci mają niebo pełne ekstazy i strzelistych uniesień, ale i rozwijają także i wszelkie inne cechy, których zalążki mogli w życiu na ziemi przejawiać, czyli wracają w następne wcielenie nie tylko silniejsi w miłości i samooddaniu, ale i szersi w pojęciach i rozumieniu, wyrozumialsi i energiczniejsi w dobrych czynach.
 
Trzeci region to miejsce „pobytu” bezinteresownych pracowników, poświęcających swe życie służeniu ludziom nie myśląc o sobie, ani o nagrodzie, nawet w „niebie”; nie jest ważne czy byli „wierzący” czy nie, ważną jest bezinteresowność, czystość intencji, szerokie rozumienie człowieka i odczuwanie jego potrzeb, tęsknot, nędzy, walki i wyciąganie doń wszędzie, gdzie się da pomocnej ręki, a serdecznym słowem, dodającym otuchy uśmiechem. Jest rzeczą znamienną, że nie pojęcia, ani wyznania wiary prowadzą do „nieba” tak wysokiego, a właśnie czystość, prostota i bezinteresowne służenie człowiekowi. A ludzi takich jest dziś na świecie nie mało. Zażywają w tej strefie Dewakanu cichej, głębokiej radości, tworzą twórcze plany, ogarniają myślą szerokie horyzonty i tak samo jak poprzedni wracają w następne wcielenie o wiele silniejsi, z większą zdolnością realizacji wszelkich zamierzeń, z gorętszym sercem i większą szerokością myśli i pojęć.
 
Ale najbardziej różnorodną i najciekawszą zdaje się być grupa, może nie nazbyt liczna, ale jakże bogata, w następnym niebie; tu najwięksi artyści, geniusze w muzyce, literaturze, sztukach plastycznych czy architekturze, znajdują swobodny wyraz dla swych natchnień; a materia, w której teraz z najwyższą rozkoszą tworzą, jest giętka i świetlista, o najbogatszych, niemożliwych nawet do wyobrażenia na ziemi, odcieniach barw, o najsubtelniejszych, a zarazem najpotężniejszych tonach i dźwiękach; nie ma tu oporu brył marmuru czy kamienia, nie ma trudu we wznoszeniu strzelistych katedr i posągów.
 
Tu harmonie największych muzyków jakich znamy na ziemi są po stokroć zwiększone; Bethoven – nie pamiętający już o swojej ziemskiej głuchocie – tworzy najwspanialsze dzieła; tu się rozumie co znaczy „harmonia sfer”, bo słyszy się mowę – wibracje ukrytego „Słowa” - rzeczy każdej, od atomu do planety. A wielcy uczeni, którzy wznosili się za życia na ziemi ponad analityczny intelekt w dziedzinę natchnień i wielkich wizji twórczych – jak Kopernik, Newton, czy Einstein – poznają dalsze, dotąd ukryte tajniki przyrody, badają roztaczające się przed ich oczyma systemy światów, z ich ukrytym mechanizmem w całym jego skomplikowaniu i niezmiernej subtelności; ci powrócą na ziemię jako genialni odkrywcy, o nieomylnej intuicji i dalekowidztwie. A wielcy filozofowie i metafizycy - jak twórcy filozofii Indii, czy Grecji lub najtęższej europejskiej, jak Hegel, Kant, Spinoza – poznają teraz własnym doznaniem to, do czego się wznosili w głębokich dociekaniach, znajdują potwierdzenia lub dopełnienia swoich najszerszych syntez; wnikają poza zasłonę form i pojęć, wchodzą w tą najgłębszą filozofię, która ogni była odsłaniana tylko w wielkich Misteriach, po szeregu moralnych prób, a nosiła miano Wiedzy Ezoterycznej. A ludzie, którzy za życia ukochali któregoś z tych wielkich filozofów, albo nauczycieli religijnych, wchodzą tutaj w bezpośredni z nimi kontakt, i dalej poznają to, co pragnęli pojąć i do dna zrozumieć za życia na ziemi. Będą sami światłonościami i przewodnikami ludzkości gdy do niej powrócą. Więc najgłębsze bezosobiste pragnienia i tęsknoty znajdują tutaj swój wyraz i swoje wypełnienie.
 
Czas spędzony w tej wysokiej dziedzinie zależy od ilości zgromadzonego za życia na ziemi „materiału”, który do tej sfery należy – wzniosłej myśli, wielkich uczuć. A gdy wszystek zostanie wyczerpany, gdy do ostatniej kropli wychylą przygotowaną przez siebie czarę i zamienią w zdolności, i talenty cały zgromadzony, o nieprzemijającej, wieczystej wartości materiał; czyli to, co należy do nieśmiertelnej duszy w jej własnym świecie i może znaleźć wyraz tylko w jej narzędziu zwanym ciałem przyczynowym (bo w nim się gromadzą i utrwalają skutki wszystkich tworzonych w wędrówce poprzez trzy światy przyczyn) świadomość wycofuje się ze swego myślowego, podobnie jak wpierw z astralnego przewodnika – i choćby na chwilę dotyka, czy też się pogrąża w Świat Ducha ojczyznę ludzkiej Duszy, dziedzinę boskiej myśli, wyższo-mentalny świat, zwany wedle ksiąg induskich „A-rupa”, to znaczy „ponad czy poza formą”.
 
Nazwa do zrozumienia dość trudna, wymaga omówienia. W czterech poprzednich regionach świata mentalnego, zwanych Rupa, czyli posiadający kształt, o których częściach tworzących „niebo” mówiliśmy, każda energia wypromieniowana przez świadomość, czy to działającą w tej sferze, tworzy w otaczającej ją materii mentalnej, wyraziste, jasno obrysowane formy, zwane myślo-kształtami; są one podobne do „żywych”, dłużej lub krócej trwających, „istot”. A w trzech regionach wyższych – sferze Ducha, a ojczyźnie duszy – energie świadomości wyrażają się raczej w falach, prądach, strumieniach barwo-dźwięków, a nie w konkretnych kształtach; jest to świat platońskich, Idei, tzw. archetypów, syntetycznych, podstawowych abstrakcyjnych idei. Oczywiście w naszym obecnym rozwoju ludzkości nieliczni są ludzie, którzy za życia wiele odpowiedniego tej sferze materiału mogli zgromadzić.
 
Świat ten należy już do sfery ducha, który jest właściwą nieśmiertelną istotą Człowieka; a że jest on „na obraz i podobieństwo” Wszechducha, a ściślej mówiąc jest Jego żywą cząstką, więc jest również trójcą w jedności; wedle indyjskiej filozofii – Sat Czit-Ananda, czyli: Byt, Świadomość-myśl, Szczęśliwość; i stanowi nieprzemijającą indywidualność człowieka. Z nim łączy się dusza ludzka w tej wysokiej sferze, jeśli jest dość „obudzona” dla jej wibracji, jeśli człowiek już na ziemi znał dobrze najwyższą abstrakcyjną myśl i najszerszą bezosobistą miłość, które tylko w należącym do tej sfery narzędziu ciele „przyczynowym” - mogą się wyrazić.
 
Swobodnie działają w tej sferze najwięksi myśliciele, Jogowie i ich uczniowie oraz prawdziwi tj. wszechstronni święci (wielu jest „kanonizowanych” w różnych kościołach, którzy jeszcze do takiej świętości nie doszli) i ci z wielkich artystów, którzy poza całą bogatą działalnością uczuciowo-myślową, wznosili się do pojęć najszerszych, do archetypów, pierwowzorów wszystkiego, co istnieje; czyli którzy byli już w kontakcie z Myślą najwyższego Twórcy; wielcy Riszi, jasnowidze, i Mistrzowie mądrości i współczucia.
 
Ale i o wiele „młodsze” dusze dosięgają tej sfery i choćby w krótkich chwilach w niej spędzonych, przeżywają najcenniejszą dla całej przyszłości naukę; oto w błysku jakby jasnowidzącej pamięci widzą swą przeszłość, przyczyny swych upadków czy błędów i następujące po nich skutki, czyli pojmują do głębi każde zjawisko swego ubiegłego życia: dlaczego było ono takie a nie inne, widzą jasno i wyraziście, co sprowadziło cierpienia, a co szczęście. Tak częste w życiu „nie pojmowanie” swego losu, tu się rozprasza, znajduje się jego wyjaśnienie ponad wszelką wątpliwość wyraźne. Co więcej, w takim samym błysku jasnowidzenia danym jest duszy ujrzeć i swoją przyszłość, czyli już nieuniknione w następnym życiu skutki, dawno zaistniałych a teraz dojrzałych do wyrażenia się przyczyn przez nią samą stworzonych. Czy pamięć tego widzenia, choćby w formie niejasnego przeczucia czy „głosu duszy”, przejawi się i poprzez fizyczny mózg w następnym życiu na ziemi, zależy zarówno od stopnia rozwoju duszy, jak i podatności, i wrażliwości na takie przekazywanie „wieści z góry” - jej narzędzi, czyli mentalnego i astralnego przewodnika oraz systemów gruczołowego i nerwowego fizycznego organizmu. Są ludzie, może dziś nawet dość liczni, którzy niczemu w swoim życiu sie nie dziwią, którzy przeczuwają zdarzenia, i jakby czują skąd one pochodzą, co się poza każdym ukrywa, jakie jest ich wewnętrzne znaczenie; są to właśnie nieuświadomione wspomnienia owej mapy swego życia widzianej w świecie Ducha. Jeszcze krok, a tacy ludzie przypominają wyraźnie swoje przeszłe żywoty, choćby na początku częściowo i fragmentarycznie; znam sama chyba z tuzin takich oraz paru, którzy posiadają ciągłość pamięci, czyli wiele swoich poprzednich wcieleń; a znaczy to, że są już w stanie sprowadzić pamięć duszy w świadomość działającą przez fizyczny mózg.
 
W świecie tym nie istnieje już poczucie rozdzielności, które panuje w poprzednich stanach świadomości; tu przy głębokim poczuciu swej prawdziwej indywidualności - („indywidualnej jedyności”, jak ją zwie jeden ze współczesnych filozofów Indii) – każdy czuje nie tylko łączność ze wszystkimi innymi, ale takie zbratanie i zjednoczenie, że nigdy już nie może przeciwstawiać „własnej sprawy” dobru innych. Jeszcze wyżej, w świecie duchowej Anandy (Szczęśliwości) już nie tylko zjednoczenie jest nieustannie odczuwaną a niezaprzeczalną, najżywszą prawdą, a zupełna jednia; jest to sfera Ducha Chrystusowego – wszechmiłości i wszechjedni.
 
Oto w krótkości zarys sfer i stref, które w różnych religiach noszą nazwy piekła, czyśćca i form! Można by powiedzieć, że każdy człowiek tworzy sobie nieco odmienne, własne, tak piekło, jak niebo. Ale ten opis – na podstawie badań dawnych Jogów i współczesnych badaczy jasnowidzeniem – różni się znacznie od nieokreślonych popularnych, powtarzanych przez różne religie „legend”. Nigdzie bierności, „spoczywania na laurach”, kołysania się w rajskich huśtawkach; wszędzie „praca”, choć i radosna, a nieraz pełna szczęścia, praca dla ewolucji, dal nieustannego rozszerzania się Wielkiego Życia, aż... w nieskończoność.
 
Ważne jest aby zrozumieć, że „wszystko w Duchu i z Ducha jest”. Jedna potężna Energia Świadomości duchowej (o jej potędze możemy w przybliżeniu sądzić z siły utajonej w atomie) działa wszędzie; zależnie od środowiska, od rodzaju materii (która jest także specjalną odmianą energii duchowej) w jednej sferze przejawia się jako ruch; w innej jako to, co my zwiemy namiętnością z wszelkimi jej odmianami, aż do uczuć włącznie; w jeszcze innej jako myśl, z niezliczonymi jej atrybutami. Więc w obrazie, który dość nieudolnie nakreślimy, trzeba zaznaczyć, że niezniszczalną, nieśmiertelną istotą człowieka, jego prawdziwą indywidualnością jest: Duch (troisty). O jego działaniu w sferze Myśli Kosmicznej (świat Arupa) mówiliśmy; pomijamy w tym szkicu działanie dwóch wyższych jego postaci – Sat i Ananda – Bytu i Szczęśliwości, gdyż nie dotyczy to bezpośrednio naszego tematu – reinkarnacji.
 
Gdy chwila, czy okres przebywania w tym duchowym świecie ma się ku końcowi, czyli materiał (rodzaj wibracji) odpowiadający tej sferze wyczerpuje się, powstaje w duszy pragnienie wznowienia doświadczeń w niższych światach, analogicznie do tego, o którym wspomina w relacji o swym przeżyciu, amerykański filozof cytowany poprzednio; i jako skutek tego pragnienia (buddhyjska Tanha) rozpoczyna się nowy cykl życia. Dusza wysyła cząstkę swej energii, która poczyna działać w świecie mentalnym niższym, budzi atom permanentny i ukryte w nim z poprzednich żywotów pochodzące, potencjalności i wokół niego zarysowuje się lekko przyszłe ciało mentalne; wibracje te budzą znów odpowiednie w następnej sferze astralnej i powtarza się tu ten sam proces – atom permanentny zaczyna wibrować, odpowiednia materia tej sfery zostaje przyciągnięta i powstaje zarys ciała astralnego, które wkrótce połączy się, najprzód bardzo lekko, potem coraz silniej, z przygotowującym się w łonie matki organizmem fizycznym.
 
Od stopnia rozwoju duszy i osiągniętego przez nią opanowania swoich przewodników w poprzednich żywotach zależy czas dzielący jedną inkarnację od drugiej; trzy zmienne czynniki grają tu również rolę, mianowicie:
 
a) Długość życia na ziemi; po długim życiu ziemskim następuje zwykle odpowiednio dłuższy okres pobytu w światach niewidzialnych.
 
b) Intensywność i napięcie życia psychicznego; jedni mają życie monotonne i spokojne, inni burzliwe, bogate, różnorodne, obfite w zdarzenia. Im bardziej tu na ziemi zbiera się doświadczeń, tym dłuższy będzie okres ich przyswajania.
 
c) Stopień ewolucji. Im „starszą” jest dusza, im wyżej wzniosła się w rozwoju, tym dłużej przebywa w wysokiej sferze, „nieba”. Jest psychologicznym pewnikiem, że każde przeżycie jest tym bogatsze, głębsze i większą posiadające wartość, im świadomość człowieka jest silniejsza i szersza, toteż więcej potrzeba czasu aby je zrozumieć i w pełni przyswoić.
Jeśli podobał Ci się artykuł
dodaj do niego swój głos
Zobacz ranking najbardziej popularnych artykułów na naszej stronie
SZUKAJ na naszej stronie


OGŁOSZENIA
 
Poszukujemy TŁUMACZA
z języka polskiego na
CHIŃSKI
.
Prosimy o kontakt
na adres mailowy:
info@himalaya-tirtha.org

Poszukujemy TŁUMACZA
z języka polskiego na
HISZPAŃSKI
.
Prosimy
o kontakt na adres mailowy: 
sadadeva@yahoo.es
Tablica ogłoszeń
 
   
 

© 2005-2010 by Himalaya Tirtha Sangha.
Wszystkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie materiałów
zawartych na stronie bez zgody jej autorów jest ZABRONIONE.
Engine by CodaTeam

Kontakt: info@himalaya-tirtha.org


Firefox 3  Submit your website to 20 Search Engines - FREE with ineedhits!
 
strona zaprojektowana
i zarządzana na platformie
Apple Macintosh
komunikację oraz wymianę
danych z serwerem ftp
obsługuje TRANSMIT 3