HTS :: O nas ... :: News :: The Himalaya Master :: Biblioteka :: Uniwersytet Himalaya :: Galeria
Multimedia :: Podcast :: Złoty Brzask :: Warsztaty :: Zajęcia cykliczne :: Kalendarz Ezoteryczny
Prezenty dla sponsorów :: Tablica Ogłoszeń :: Linki :: Kontakt :: Wpłać dotację :: Mapa Strony
» HTS » Biblioteka » Czy tylko raz żyjemy na Ziemi » 1. Niepokój ludzkości

Follow us on:
UNIWERSYTET HIMALAYA
NAUKI MISTRZÓW
Ezoteryczny Uniwersytet
Duchowy HIMALAYA
Zapraszamy wszystkich chętnych do podjęcia duchowych studiów korespondencyjnych.
Po zarejestrowaniu będziesz otrzymywać dwa razy w tygodniu Duchowe Orędzie Himalajskich Mistrzów w postaci lekcji i wykładów.
Liczba studentów: 878
Zarejestruj się
Biblioteka Wiedzy Ezoterycznej - katalog
SATSANG on WEB
Himalaya Master - odpowiedzi na pytania Uczniów, Studentów
Zbiory nauk duchowych:
Sûtry: HRIDAYA (Apokryfy)
Udâny: PMH
Ćakramy
Tajemna Wiedza o Ćakramach - ośrodkach świadomości i duchowych mocy!
Jogasutra
Księga Jogi - Ryszi Patańdźali. Komentarze
Gematria
Mistyczna Numerologia
Kosmogram Gematryczny
Listy od Mistrza
Duchowe nauki i rady zawarte w listach od Himalaya Master do Uczniów
Gâthâ
Nauki wierszem, poematy i powiedzenia metryczne
Słownik
Himalaya Wiki
 
 


KSIĄŻKI, SKRYPTY, CD
PREZENTY DLA SPONSORÓW
Nowości:
Devanagari
praca zbiorowa
blok do ćwiczeń
kaligrafii sanskrytu
Czohanija 2008
Himalaya Tirtha Sangha
Pieśni duchowe, bhadżany, hymny wedyjskie, mantramy nagrane podczas Festiwalu Czohanija 2008.
Sukha Sutra
The Himalaya Master
Płyta CD, 42 afirmacje piosenki, które pomagają rozwinąć cechy bogactwa duchowego i materialnego.
Przekazy Mistrza Himalaya TOM 2
Himalaya Master
Perły Duchowej Wiedzy. Kolejne odpowiedzi na nurtujące pytania, porady i wskazóowki. Autor prostuje wiele zagmatwanych zagadnień z dziedziny Rozwoju Ducha, Jogi, Medytacji, Religii, Mistyki.
Aktualna lista prezentów
 
 
Licznik odwiedzin: 5365742
Ostatnia aktualizacja strony:
16-06-2017, 00:18
Wstęp
1. Niepokój ludzkości
2. Co to jest reinkarnacja
3. Cel reinkarnacji
4. Proces reinkarnacji
5. Dowody reinkarnacji
6. Dowody reinkarnacji - pamięć minionych wcieleń
7. Nadzieja ludzkości




Charakterystyczną cechą naszej epoki jest niepokój intelektualny. Czy nie dlatego, że większość dręczących ludzi zagadnień pozostaje bez odpowiedzi? Wprawdzie granica pomiędzy znanym a nieznanym została dziś znacznie przesunięta, ale zaczynamy zdawać sobie sprawę, że teren zdobyty jest o wiele mniejszy niż przypuszczaliśmy. Na razie zwykłemu widzowi zdawać się może, iż nauka zdoła poznać wszystko; ale uczony, badający starannie i wytrwale różne zjawiska, wie dobrze, iż ze wszystkich stron otaczają go zagadki. Zwykłemu nabożnemu chrześcijaninowi zdaje się również, że chrześcijaństwo współczesne jest potężną fortecą; lecz bardziej przenikliwy wzrok jego kierowników dostrzega na jego murach spękania i rysy; może pod wpływem ognia nieubłaganej, a coraz śmielszej w swych atakach krytyki, czy kryzysu moralnego ludzkości.

Parę wieków temu rozpoczął się ostry konflikt pomiędzy nauką a teologią. Ślepa wiara, tradycja, a nawet nie jeden dogmat, były podważane przez powagę badań naukowych i ścisłego rozumu; chwiały się też pod ciśnieniem nieustannych pytań i wątpliwości co do wszelkich zagadnień życia. Dawne pojęcia o Bogu i duszy, o przeznaczeniu i objawieniu, zostały obalone jak i spekulatywne koncepcje o świecie niewidzialnym.

W tym okresie rewolucji intelektualnej wolnomyśliciele wielu narodów zapragnęli zniszczyć na zawsze przesąd i fałsz, jakie ich dotychczas przytłaczały; byli w tym jednak zbyt skorzy, za daleko poszli w tym niszczeniu i razem z przesądem odrzucili nie jedną prawdę.
    
Nieuniknionym następstwem tej reakcji był materializm. Początkowo uważano, iż dać on może zadawalającą odpowiedz na wszystkie pytania. Ludzie ożywieni tą nadzieją byli przekonani iż wszystko, nawet myśl ludzka da się wytłumaczyć logicznie i prosto, tak samo jak fakty świata fizycznego. Uważano iż poza energią, materią i prawami które nimi rządzą, nic więcej nie istnieje we wszechświecie; nie znajdywano miejsca na świadomość.
    
Dawne wierzenia, które tak długo zatrzymywały cywilizację w jej zwycięskim pochodzie, umarły – mówiono radośnie. Bóg był mitem, dusza wytworem wyobraźni, przeznaczenie zamieniono w sprawną funkcjonowaniem machinę świata, a religie zaczęto uważać za stek naiwnych legend i mniej lub więcej zdrowej moralności. Tak oto, na początku tego nowego intelektualnego obudzenia się, ścisły rozum naukowy obalał swego zażartego wroga – Teologię, i dążył wielkimi krokami ku wielkim podbojom.
    
Nastąpił okres jakby młodzieńczego zapału. Gorączkowe pragnienie zdobywania pchało ludzi od jednego odkrycia do drugiego. Wydawało się człowiekowi, że za chwilę odgadnie wszystkie tajemnice natury. Doświadczenia fizyki stwierdziły, iż przyroda a prawo, to jedno; chemia dzięki swym genialnym badaniom, odkrywała nieznaną budowę materii. Biologia ze swą teorią ewolucji, wykazywała ład i celowość w dziedzinach złożonego życia organizmów; na warstwach i pokładach skorupy ziemskiej odczytano cudowną historię ubiegłych wieków; wielkie teleskopy zestrzelały i projekcyjnie rzucały na fotograficzną kliszę, fale świetlne olbrzymich mgławic i milionów odległych słońc; zaś ciało ludzkie, badane przez dysekcję, stało się przedmiotem wielorakich nauk: anatomii, fizjologii, histologii, embriologii, medycyny itd.
    
Zdało się, iż za chwilę cały świat podda się władzy człowieka i radosny, młodzieńczy dreszcz zapału dla jego „wszechwiedzy” wstrząsnął ludzkością.
    
Postarzeliśmy się nieco od tego czasu; jeśli nie całkiem zniknął nasz zapał, to o ileż jest on dziś spokojniejszy i bardziej dojrzały. Używane początkowo, nieco pośpiesznie, metody naukowe powoli zastępujemy innymi, coraz dokładniejszymi i odpowiedniejszymi. Wiele pojęć odrzuconych w przeciągu ostatnich czterech wieków podejmujemy teraz na nowo i poddajemy szczegółowym badaniom. Jak poszukiwacze drogocennych minerałów skrzętnie przeglądamy odłamki, które w pierwszej chwili odrzuciliśmy, i znajdujemy wśród nich jeszcze wiele skarbów. Przekonujemy się również, że wśród najbardziej cenionych przez nas klejnotów było wiele fałszywych i bez wartości. Nauka musiała odrzucić nie jedną ze swych teorii; religia nie jeden dogmat, filozofia nie jedną koncepcję. I ludzie zaniepokojeni rzucają trwożne, choć niejasno formułowane pytanie: ku czemu idziemy – co z dalszych badań wyniknie? Jest oczywiste, że wiele dawnych teorii i dogmatów nie da się utrzymać – ale co je zastąpi? Żądza poznania stwarza wciąć nowe i bardziej złożone pytania, a wiele z nich pozostaje bez odpowiedzi. Stąd niepewność, zmieniająca się w męczący, a nieraz bolesny niepokój. Materializm stał się dziś bez wątpienia przeżytkiem; ale myśl religijna nowej epoki szuka gorączkowo, a może i niepewnie, odpowiedniego wyrażenia się i prawdziwszych syntez.
    
Czy Bóg istnieje? Czy istnieje jakieś prawo moralne u podłoża wszechświata? A jeżeli tak, czemuż okrucieństwo i przemoc panują? Dlaczego silny niszczy i wyzyskuje słabszych, a młodsi padają ofiarą starszych?
    
Jeżeli Bóg naprawdę istnieje skąd tyle nędzy i męki na świecie, tyle niezasłużonego cierpienia, okrucieństwa i potworności; a z drugiej strony tylu niesprawiedliwie uprzywilejowanych? Dlaczego dzieją się niewytłumaczone zdarzenia – oto mężczyzna w sile wieku nagle traci wzrok; a matkę karmiącą niemowlę zabija pijany woźnica; ileż dzieci męczy się niewinnie, w długich dotkliwych chorobach? Czyż naprawdę wraz z Millem, trzeba powiedzieć, że jeśli istnieje Bóg, to albo się tymi sprawami wcale nie zajmuje, albo nie moc jest zmienić w nich cokolwiek? Mówiąc o niezbadanej Opatrzności, nie rozwiązujemy problemu, dowodzimy tylko naszej niewiedzy.

Czy czyny dobre pociągają za sobą nagrodę, a złe karę? Doświadczenie nam mówi, że zwykle jest inaczej. Ileż to razy zbrodniarz buja swobodnie po świecie, a ludzie niewinni giną w więzieniach. Przeciętni i marni zdobywają dostatki i stanowiska, a ludzie o istotnej wartości uginają się pod brzemieniem niedostatku i troski. Nienawiść i zazdrość podstępnie podcinają pracę i życie ludzi czynu, a tłum oklaskuje szalbierstwa kuglarzy. Kościoły, które pragną ludzkości pomagać, tracą sferę wpływów oraz możność działania, a występek zdaje się być z każdym dniem silniejszy. W interesach handlowych uczciwość nie popłaca – powtarza się dziś na targowiskach – oszust jest panem, święty by tam miejsca nie znalazł. Cnoty chrześcijańskie nie mogą się oprzeć sile brutalnej, wszak musimy się zbroić, by nie paść ofiarą silniejszego. Te słowa i tym podobne, słyszy się dziś wciąż.
    
Niedawno wypuszczono z więzienia skazańca, który spędził tam prawie trzecią część swojego życia. Okoliczności tak się nieszczęśliwie przeciw niemu złożyły, że po mimo jego protestów i zapewnień o swej niewinności, był skazany na dożywotnie ciężkie roboty. Po dwudziestu latach, właściwy zbrodniarz na łożu śmierci, przyznał się do winy. Domniemany, a niewinny odzyskał wolność, ale w jakimże stanie! Jako ruina fizyczna, umysłowa i moralna, gdyż nasz chwalebny system więzienny łamie i niszczy nie tylko zdrowie ludzkie. W tym stanie spotkał go pewien ksiądz protestancki interesujący się opuszczającymi więzienie skazańcami, człowiek o głębokim rozumie i wielkim sercu, i chciał go pocieszyć i dać mu oparcie. Czując całą niemoc słów, położył mu po prostu rękę na ramieniu, zaklinając, aby był silny i cierpliwy, aby wierzył i ufał w moc Boga i miłość Chrystusa. Lecz słowa te nieoczekiwane wywarły wrażenie; nagłym ruchem były więzień podniósł głowę i płomień buntu błysnął w oczach przygasłych i zmatowiałych goryczą 20 lat; głosem urywanym a głuchym jednym tchem wyrzucił pytanie: „Jak śmiecie mówić mi, iż to wola Boga wtrąciła mnie do więzienia? Jeśli Bóg jest miłującą sprawiedliwością, czemuż mnie nie uratował? Cóżem uczynił, by zasłużyć na takie cierpienie? Byłem uczciwy i pracowałem dla swojej rodziny, którą kochałem. Wtrącono mnie na dno piekła za zbrodnie której nie popełniłem. Byłoż wolą Boga, by żona moja i dzieci z głodu umarły? Gdzież są one teraz, od lat nie mam żadnych wiadomości. Zginęły z nędzy, lub może spotkał je los od śmierci straszniejszy. A ja? Spójrzcie na mnie! Czyż nie jestem ruiną, odpadkiem, odrzuconym na gnojowisko waszej cywilizacji? I wy śmiecie twierdzić, że tego Bóg chciał? Idźcie - nie chcę takiego Boga”.
    
I ksiądz oddalił się z żalem w sercu, gdyż nie miał argumentów i nie umiał przekonać tego człowieka, że jednak Bóg istnieje i Jego miłość.
    
Religia chciałaby nas przekonać, że w innym świecie cierpienia nasze będą wynagrodzone, grzechy znajdą przebaczenie, a ciemnotę zastąpi wiedza. Przez wiele wieków ludzie z nadzieją wznosili oczy ku tym obiecanym zaświatom, cierpiąc na ziemi, by w innym świecie otrzymać obiecaną nagrodę. Ale dziś coraz natarczywiej cisną się pytania pełne zwątpienia. Jeśli Bóg stworzył ten nasz świat takim jakim jest, na czymże mamy oprzeć nadzieję, że inny będzie lepiej zorganizowany? Jeśli tutaj tak mało sprawiedliwości, dlaczegóż tam ma jej być więcej? A jeżeli przychodząc na świat wszystkie dusze są sobie równe, dlaczegóż losy ludzkie są tak uderzająco nierówne? Dlaczego nie wszyscy mają jednakową sposobność i łatwość rozwoju, czy jest to rzeczą przypadku? A przecie wszystkie inne zjawiska w naszym widzialnym świecie są rządzone niewzruszonymi przyrodniczymi prawami. Skąd ta niezgodność?
    
W świecie, w którym żyjemy równość ludzi jest mitem, pomimo głośnych mów i frazesów; fizycznie, moralnie, duchowo, umysłowo nie jesteśmy równi; środki którymi rozporządzamy, przeszkody, które nam utrudniają drogę są inne dla każdego, a los najczęściej zdaje się kpić z naszych planów.
    
Jedni posiadają zdrowie i siły fizyczne, drudzy mają ciało wątłe i chore. Jednym wdzięk i ujmująca powierzchowność ułatwia życie i budzi sympatie otoczenia, u innych szorstka zewnętrzność odtrąca od siebie. Jedni się cieszą żywą inteligencją, a drudzy zaledwie potrafią powoli i z trudem kojarzyć pojęcia. A miejsce jakie zajmujemy w świecie jakże bardzo jest zależne od naszych fizycznych i intelektualnych zdolności.
    
Równość? Ależ sama natura jej zaprzecza!
    
W jednym z naszych wielkich miast mogliśmy widzieć od szeregu lat kalekę, siadującego na skrzyżowaniu ulic na małym dywaniku. Miał już ze czterdzieści lat, a był wzrostu dziesięcioletniego dziecka, nogi i ręce miał powykręcane, aż ciężko było nań patrzeć. Od lat, a może od dziecka siadywał tak sprzedając ołówki na rogu ulicy, dla utrzymania swego smutnego życia. Cały jego intelektualny świat zamykał się w tym pasie ulicy. Porównajcie przygniatające ograniczenie tego życia, jego cierpienia fizyczne, głuchą, a może palącą tęsknotę do miłości, jednostajność dni, ciasnotę horyzontu, porównajcie z bogactwem możliwości przeróżnych, z mnogością wrażeń i przeżyć i uczuć w życiu któregokolwiek z nas. Jeżeli wierzymy w istnienie mocy bożej, to ona jest odpowiedzialna za przeznaczenie tego człowieka, albo bezpośrednio za skierowanie duszy czystej w ciało ułomne, albo też pośrednio, za stworzenie świata w którym tragedie podobne są możliwe.
    
Dlaczego zewnętrzne okoliczności stwarzają tak straszne różnice między ludźmi?
    
Jedno dziecko przychodzi na świat w wiosce Eskimosów i przez to samo już jest skazane na życie ciasne, o szczupłej skali możliwości; drugie znajduje wśród wysokiej cywilizacji wszystkie bogactwa kultury i najszerszego wykształcenia. Jedno się rodzi w brudnej, nędznej norze, gdzie się tłoczą męty ludzkiego życia, żyje odziane w łachmany, rozwija się w rynsztoku; drugie w rodzinie kochającej i subtelnej, wśród piękna i najodpowiedniejszych warunków, znajduje pomoc w rozwijaniu najlepszych cech swego charakteru. Z jednego wyrośnie bezdomny żebrak lub złoczyńca – drugi się stanie jednym z kierowców swego narodu, twórcą w swym społeczeństwie. Jeśli dusze naprawdę istnieją i są równe przy urodzeniu, po cóż to wyraźne faworyzowanie? Jeden jest z góry skazany na życie w nędzy i biedzie, drugi na życie szczęśliwe i łatwe. Czyż przeznaczenia nasze są nam z góry narzucone, bez celu, żadnym nie rządzone prawem? Gdzie więc szukać mamy dowodu sprawiedliwości i miłości Bożej? Każdy człowiek inne na swej drodze spotyka sposobności, cóż nimi kieruje? Przypadek? Jeden całe życie pracuje wytrwale, a zdarzenie nieoczekiwane zrządza, że wszystko traci i stare lata spędza w nędznym przytułku, na łasce. Drugi dziedziczy majątki i tytuły, rozbija się na jachtach i w automobilach, nurza się w zysku i wszelkich wyrafinowaniach współczesnej kultury; może to być pasożyt, próżniak, bezpożyteczny dla kraju, ale ma ręce pełne złota. Dlaczegóż tak jest, jeśli nam mówią, że ptaszek najmniejszy bez Bożej woli nie ginie?
    
Nieprawdą jest, że zależy to od pracy i inteligencji. Tylu wielkiej wartości ludziom nie udają się najenergiczniejsze wysiłki, tylu miernych i niezdolnych powodzi się nieustannie, a fortuna zdaje się sama ich szukać. Chcąc nie chcąc musimy przyznać, iż świat pełen jest uderzających różnic i niesprawiedliwości, których zwykła religia nie tłumaczy. Czujemy instynktownie, że musi istnieć jakiś wyższy, boski pierwiastek na dnie każdej rzeczy i wszelkich zjawisk, lecz dowieść, stwierdzić jego istnienia, opierając się na faktach widzialnych nie jesteśmy w stanie. Odwrotnie, zdawałoby się na podstawie obserwacji, iż chaos moralny przeważa nad jakimkolwiek ładem i prawem moralnym.
    
Nie dziw więc, że z dniem każdym zmniejsza się liczba ludzi szczerze wierzących. Wprawdzie chrześcijaństwo starało się rozwiązać te wszystkie problemy, podając dwa tłumaczenia: grzech pierworodny i wolę Bożą. Ale żadna z tych odpowiedzi nie zadawala współczesnego umysłu. Pierwsza nie wystarcza, gdyż nauka mówi o nie istnieniu takiego Adama jakiego przedstawia historia święta, uważając go raczej za symbol całej rasy ludzkiej, niż za indywidualną jednostkę - a więc i grzech pierworodny istnieć nie mógł, nauka i jemu daje z goła inne tłumaczenie. Druga nie zadawala, gdyż wówczas Bóg byłby bezpośrednio odpowiedzialny za cierpienie i mękę ludzkości, zwłaszcza za warunki, w których jednostka od urodzenia się znajduje.
    
I wzdragamy się nie mogąc pogodzić tego pojęcia z wszechmiłością i wszechsprawiedliwością Istoty Najwyższej.
    
Te i tyle, zagadnień niepokoi nie od dziś współczesną ludzkość, a niejedno serce napełnia rozpaczą. Rozwiązanie ich wydaje się niemożliwe; a jednak jeśli pozostają bez odpowiedzi cała religia traci swą wartość i nie dziw, że ludzie nie chcą sięgać poza materialny świat.
    
Potrzebny nam klucz, który by dał rozwiązanie wszystkich tych zagadnień, przywracając życiu ducha jego istotną treść, odnawiając wiarę w sprawiedliwość i miłość Boga, w prawo i cel życia.
    
Kluczem tym jest reinkarnacja.
Jeśli podobał Ci się artykuł
dodaj do niego swój głos
Zobacz ranking najbardziej popularnych artykułów na naszej stronie
SZUKAJ na naszej stronie


OGŁOSZENIA
 
Poszukujemy TŁUMACZA
z języka polskiego na
CHIŃSKI
.
Prosimy o kontakt
na adres mailowy:
info@himalaya-tirtha.org

Poszukujemy TŁUMACZA
z języka polskiego na
HISZPAŃSKI
.
Prosimy
o kontakt na adres mailowy: 
sadadeva@yahoo.es
Tablica ogłoszeń
 
   
 

© 2005-2010 by Himalaya Tirtha Sangha.
Wszystkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie materiałów
zawartych na stronie bez zgody jej autorów jest ZABRONIONE.
Engine by CodaTeam

Kontakt: info@himalaya-tirtha.org


Firefox 3  Submit your website to 20 Search Engines - FREE with ineedhits!
 
strona zaprojektowana
i zarządzana na platformie
Apple Macintosh
komunikację oraz wymianę
danych z serwerem ftp
obsługuje TRANSMIT 3